Mateusz Klinowski
Katedra Teorii i Filozofii Prawa
Wydział Prawa i Administracji
Uniwersytet Jagielloński
Zarodki, komórki macierzyste i natura ludzka
Postęp wiedzy naukowej na temat procesów rozwojowych człowieka oraz nowe sposoby manipulacji komórkami i ich materiałem genetycznym pociągają za sobą konieczność odpowiedzi na pytanie o zakres swobód jednostek w wykorzystywaniu osiągnięć techniki. Część autorów przekonuje, że skoro jednostkom przyznajemy prawo do przekraczania ograniczeń o charakterze politycznym czy społecznym, nie powinno się im odmawiać również prawa do przekraczania barier tworzonych przez biologię. Stąd, wolność człowieka obejmuje także możliwość stania się czymś innym niż człowiek. Z drugiej strony, w opinii tych autorów, którzy reprezentują stanowisko konserwatywne, zdobycze biotechnologii w niebezpieczny sposób zbliżają nas do dnia, kiedy swobody te pójdą za daleko, oznaczając zgodę na ingerencje w samą naturę człowieczeństwa.
Choć argument z natury ludzkiej pojawia się często w ogólnej dyskusji na temat granic postępu naukowego w dziedzinie biologii oraz uprawnień jednostek do korzystania z jego efektów, w tym miejscu skoncentruję się jedynie na jego roli w rozstrzygnięciu znacznie bardziej szczegółowej kwestii dotyczącej korzystania z ludzkich zarodków. Zwolennicy stanowiska konserwatywnego stanowczo sprzeciwiają się jakimkolwiek technikom, które wykorzystują ludzkie zarodki do osiągnięcia założonego celu medycznego. W szczególności chodzi tutaj o zapłodnienie in vitro (IVF - in vitro fertilization), którego celem jest pomoc w uzyskaniu potomstwa, oraz klonowanie poprzez transfer jądrowy (SCNT - somatic cell nuclear transfer), zwane także klonowaniem terapeutycznym, nastawione na pozyskiwanie specyficznych pod kątem biorcy komórek macierzystych o potencjale terapeutycznym. Sprzeciw ten uzasadniany jest za pomocą trzech, jak się wydaje, niezależnych argumentów.
Kryterium genetyczne.
W pierwszej kolejności jest podnoszone, że życie ludzkie zaczyna się od momentu poczęcia, zaś zarodek jest człowiekiem. Dowodzić tego ma posiadanie przezeń funkcjonalnego, specyficznego w przypadku każdego człowieka kodu genetycznego, który steruje rozwojem zarodka. W takim razie, powinniśmy zakładać, że zarodek posiada status moralny analogiczny do statusu moralnego dorosłego człowieka, a IVF oraz SCNT stanowią przypadki niedopuszczalnych manipulacji.
Uzasadnienie zakazu IVF/SCNT za pomocą wskazania na tożsamość genetyczną ludzkich zarodków budzi uzasadnione wątpliwości. Po pierwsze, zwolennicy środowiskowo zorientowanej etyki przekonują, że status moralny przypisywany dorosłym, w pełni świadomym ludziom (dalej zwany statusem osoby), nie powinien opierać się na kryterium genetycznym, gdyż wówczas wyróżniony status moralny przysługiwałby wyłącznie przedstawicielom jednego gatunku biologicznego. A to, w kontekście bogactwa przyrodniczego i znaczenia dla istnienia ziemskiego ekosystemu gęstej sieci skomplikowanych relacji pomiędzy organizmami wydaje się po prostu nietrafne (Lovelock 2003: hipoteza Gai).
Podobne w duchu, wskazujące na domniemany szowinizm gatunkowy, zastrzeżenia pod adresem kryterium genetycznego formułowane są przez uczestników sporu o moralny status aborcji będących zwolennikami tzw. stanowiska liberalnego (pro-choice). Wskazują oni, że traktowanie biologicznej przynależności gatunkowej (genetycznie rozumiane człowieczeństwo) jako kryterium otrzymania statusu osoby może oznaczać odmowę przyznania go tym indywiduom, które posiadają moralnie znaczące własności wspólne z dorosłymi ludźmi, a jednocześnie należą do kategorii biologicznych odmiennych od gatunku Homo sapiens. Przedstawiciele etyki ekologicznej za moralnie znaczącą własność uznają przede wszystkim zdolność do odczuwania przyjemności oraz cierpienia (Singer 2004). Zwolennicy tzw. teorii osoby (personhood theory) dodają do tego zdolność do odwzajemniania, posługiwania się językiem czy samoświadomość, których posiadaczami mogą w zasadzie być również indywidua nie mające nic wspólnego ze znanym nam biologicznym życiem (Warren 1996).
Kluczową rolę kryterium genetycznego (czy lepiej: kryterium gatunkowego opartego na genotypie) w przypisywaniu statusu moralnego osoby wydają się podważać także dane naukowe - kod genetyczny zarodka nie jest funkcjonalnie czynny w momencie pierwszego podziału oocytu, zaś do czternastego dnia od zapłodnienia zarodek utrzymuje zdolność do bliźniaczego podziału. Chimeryzm (połączenie się zarodków) i mikrochimeryzm (obecność komórek o odmiennym genotypie w organizmie) również stawiają pod znakiem zapytania trafność kryterium genetycznego, gdyż jak się okazuje genetycznie odmienne komórki formować mogą jeden ludzki organizm, a zjawisko to nie jest wcale rzadkie.
Potencjalność.
Oprócz kryterium genetycznego kolejnym powodem przyznania zarodkom ludzkim statusu osoby jest ich potencjalność. Zarodek posiada status osoby, bowiem ma potencjał do stania się dorosłym człowiekiem. Mimo, że na pierwszy rzut oka stwierdzenie to brzmi dość przekonywująco, jest ono na tyle niejasne, że bez dodatkowych wyjaśnień z pewnością nie stanowi argumentu, za który uważają go przeciwnicy manipulacji na zarodkach. Przede wszystkim, skoro przyjmujemy, że status moralny jest własnością, którą zarodek może nabyć na mocy swojej potencjalności, dlaczego nie domagać się przyznania zarodkom nie tylko wypływającego stąd prawa do życia, ale także innych praw dorosłych ludzi (np. prawa do głosowania)? Skąd bierze się ta różnica?
Na kolejny problem wskazuje I. Persson (2003). Jego zdaniem zarodek posiada oczywiście potencjał do stania się dorosłym człowiekiem, ale potencjał ten rozumieć należy wyłącznie jako zdolność do wykształcenia się z zarodka dalszych faz rozwojowych człowieka. Z kolei, przypisanie zarodkowi na podstawie jego biologicznej potencjalności jakichkolwiek cech dorosłego człowieka, w tym jego statusu moralnego, wymaga takiego kryterium indywidualizacji, które łączyłoby jednokomórkowy zarodek z dorosłym organizmem. Lecz ponieważ dorosły ludzki organizm składa się z wielu funkcjonalnie powiązanych komórek, kryterium jego indywidualizacji musi opierać się na ich zbiorze. Faktyczny przebieg procesów rozwojowych człowieka podważa więc możliwość uzyskania przez zarodek statusu osoby. Zarodek nie jest indywiduum, które nadal istnieje dalej niż 14 dni po zapłodnieniu, kiedy mamy do czynienia z wyróżnionym zbiorem komórek, z których zgodnie z przyjmowanym kryterium indywidualizacji rozwinie się dorosły organizm.
Również sama potencjalność wydaje się pełnić zupełnie inną rolę, niż dopatrują się w niej przeciwnicy manipulacji na zarodkach. E. Harman (2002) argumentuje, że nie wchodzi ona w skład kryterium posiadania statusu moralnego, lecz ma znaczenie przy określeniu jego rodzaju (siły ochrony, jaką nabywa się na mocy posiadania statusu). Zatem, z faktu bycia potencjalnym człowiekiem niekoniecznie wynika, że zarodek posiada moralny status osoby, gdyż pod uwagę należy wziąć rzeczywiste podstawy uzyskania statusu moralnego (np. zdolność do odczuwania bólu czy posiadania interesów).
Wreszcie, nawet jeśli założymy, że potencjalność ludzkiego zarodka faktycznie jest własnością uzasadniającą posiadanie statusu moralnego osoby, R. Green (2002), P. McHugh (2004) oraz N. Agar (2007) dowodzą, że potencjalność zarodków tworzonych dla potrzeb IVF/SCNT jest szczególnego rodzaju, co powinno umożliwiać szczególne takich zarodków traktowanie i ich inny niż osobowy status moralny. Przekonujące wydają się zwłaszcza wyjaśnienia tego ostatniego autora, gdzie argumentem za odmową przyznania zarodkom IVF/SCNT statusu osoby przemawia nie cel manipulacji, lecz brak odpowiednich relacji pomiędzy zarodkiem, a konstytuującą naturalne środowisko jego rozwoju macicą. Zdaniem N. Agara, jeżeli moralny status zarodków ludzkich wynika z ich potencjalności, a na nią z kolei składają się wczesne wpływy środowiskowe i interakcje z organizmem matki, to ponieważ zarodki IVF/SCNT są tych wpływów pozbawione, nie posiadają one statusu osoby.
Natura ludzka.
Ani posiadanie ludzkiego genotypu, ani biologiczna potencjalność zarodków nie wystarczą, by przekonywująco uzasadnić zakaz IVF/SCNT. Moim zdaniem nie pozwala na to również ostatni z argumentów pojawiających się w dyskusjach nad terapiami korzystającymi z ludzkich zarodków, odwołujący się właśnie do natury ludzkiej. Przyjmijmy, że przez naturę ludzką rozumieć będziemy zbiór tych szczególnych własności, które pozwalają traktować indywiduum jako człowieka. F. Fukuyama (2006) mówi tutaj o czynniku X, który jest specyficznie ludzką, przysługującą wyłącznie przedstawicielom Homo sapiens własnością emergentną, nieredukowalną do żadnego określonego zbioru cech, w rodzaju świadomości, czy zdolności do komunikacji werbalnej.
Argument przeciwko IVF/SCNT, wbrew temu, co można by sądzić, nie biegnie wcale poprzez pokazanie, że zarodek ludzki posiada własność X. Rozumowanie zwolenników stanowiska konserwatywnego jest znacznie bardziej subtelne. Otóż, w pierwszej kolejności podnosi się, że w skład zbioru własności, na bazie których pojawia się jako emergentny twór czynnik X, wchodzi proces rozwojowy człowieka, stanowiąc jego esencjonalną część. Jesteśmy tym, czym jesteśmy, bo powstajemy w określony sposób. Gdyby człowiek powstawał inaczej, inna też byłaby jego natura. Następnie zauważa się, że to, czym jesteśmy, a więc ludzka natura, projektuje kształt społecznej rzeczywistości, w której przychodzi nam żyć. Instytucje społeczne, prawo oraz moralność zakładają cały szereg twierdzeń dotyczących kształtu ludzkiej natury, gdyż dotyczą ludzi i opierają się na relacjach pomiędzy nimi. Zatem, wszelkie decyzje dotyczące zbioru własności składających się na naturę człowieka są znaczące, ponieważ wpływają także na rzeczywistość społeczną. Zdaniem zwolenników stanowiska konserwatywnego ingerencja w proces rozwojowy i manipulacje na zarodkach zmieniają kształt ludzkiej natury, co z konieczności oznacza zmianę instytucji prawnych i społecznych. To z kolei wyjaśnia, dlaczego manipulacje na zarodkach powinny być zakazane.
Podstawą argumentu z naturalności procesu rozwojowego człowieka, który pojawia się także w sporze o moralną ocenę przerywania ciąży (Wendler 1999), jest więc spostrzeżenie, że ingerencje w naturalne procesy kształtujące posiadane przez nas własności są w stanie doprowadzić do zakwestionowania szeregu założeń leżących u podstaw istniejących rozwiązań prawnych i instytucji społecznych.1 W opinii przeciwników IVF/SCNT zmiana przekonań co do natury ludzkiej prowadzić będzie do utraty fundamentu szeroko akceptowanych moralnych przekonań, a co za tym idzie, utraty drogowskazu przy podejmowaniu społecznie istotnych decyzji. W konsekwencji, zdaniem części autorów, niezamierzone społeczne skutki manipulacji na zarodkach mogą nieść ze sobą destabilizację istniejącego porządku (moral free fall) i oznaczać konieczność poniesienia społecznych kosztów, których nie bilansują nawet domniemane korzyści z terapii komórkami macierzystymi (Sandel 2004, Fukuyama 2006).
Zauważmy, że proponenci omawianego argumentu nie są związani koniecznością zakładania, że ludzka natura jest źródłem (w sensie warunku koniecznego i wystarczającego) statusu osoby. Podkreślają oni jedynie, że warunkuje ona proces przypisywania jakiegokolwiek statusu moralnego, gdyż warunkuje moralność w ogóle (instytucje społeczne). Natura ludzka jest podstawą statusu osoby w tym sensie, iż stanowi warunek brzegowy moralności. Zakaz manipulacji na zarodkach nie wynika zatem z tego, że są one ludzkie (w znaczeniu posiadania ludzkiego genotypu), czy też, że mają odpowiednią potencjalność (do stania się dorosłym człowiekiem). Zakaz ten nie wynika w ogóle z jakichkolwiek własności samych zarodków i fakt, że są one w czasie realizacji IVF/SCNT uśmiercane tym razem nie ma żadnego znaczenia. Argument z natury ludzkiej odwołuje się bowiem do następstw, jakie z manipulacji na zarodkach wynikają dla kształtu rzeczywistości społecznej (naruszenie prawdziwości przekonań dotyczących istoty człowieczeństwa / czynnika X).
Ryzyko a realne niebezpieczeństwo.
Manipulacje wokół naturalnych procesów rozwojowych człowieka, często określane terminem "zabawa w Boga", zdaniem ich przeciwników stawiają nas w dość niekomfortowej sytuacji niepewności, co do przyszłości instytucji społecznych, prawa oraz moralności.2 Na ile jednak ta "niekomfortowa niepewność" stanowi rzeczywiście argument przeciwko IVF/SCNT? Moim zdaniem kłopot z argumentem z natury ludzkiej polega na tym, że jedynie hipotetyczne ryzyko, które raczej nie powinno stanowić drogowskazu przy podejmowaniu decyzji ustawodawczych, mieszane jest tutaj z realnym niebezpieczeństwem wystąpienia niekorzystnych zmian społecznych.
Przykładowo, zarówno F. Fukuyama (2006), jak i M. Sandel (2004) podnoszą, że tworzenie dzieci na zamówienie (DBS - designed babies scenario) dzięki rozwojowi techniki manipulacji materiałem genetycznym zarodka, albo techniki selektywnej implantacji, niesie ze sobą zagrożenie powstania genetycznych kast oraz pogłębienia nierówności społecznych. Oczywiście nie wynika stąd, że rzeczywiście tak musi się stać - odpowiednio wcześnie podjęte działania prewencyjne w znacznym stopniu mogą to zagrożenie zneutralizować. Tak czy inaczej, mamy tutaj jednak do czynienia z argumentem, który z pewnością powinno się brać pod uwagę podejmując stosowne decyzje polityczne. Ryzyko wystąpienia szkód jest bowiem poważne, wyjaśniono, jakie dokładnie instytucje będzie dotykać (system ubezpieczeń społecznych) oraz prawdopodobny jest postulowany związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy określonym typem biotechnologicznej manipulacji, a niekorzystnym zjawiskiem społecznym (uprawdopodobniono tym samym realność niebezpieczeństwa).
Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku sporu wokół IVF/SCNT, gdzie sprzeciw wobec tych technik uzasadnia się za pomocą zagrożenia ogólnie zarysowanych podstaw moralności (w rodzaju zasady równości, zasady solidarności, altruizmu, dotychczasowych postaw wzorcowych, cnót itp.). Nie ma tutaj już mowy o konkretnych instytucjach społecznych, w które IVF/SCNT rzekomo uderzą, brak jest też szczegółowej charakterystyki społecznie niekorzystnych zjawisk. Także postulowany związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy IVF/SCNT a zagrożeniem dla (jakichś) instytucji społecznych pozostaje niejasny. Dlatego też, nie wiadomo, jak poważne jest tak ogólnie scharakteryzowane ryzyko zmiany natury człowieka, gdyż nie tylko nie wyjaśniono, na czym ono polega, ale również tego, jak bardzo jest prawdopodobne.
Wszystko to uprawnia do stwierdzenia, że, z uwagi na swoją nieprecyzyjność, rzekome niebezpieczeństwo związane z ingerencją w ludzką naturę (a dokładniej: naturalny proces rozwojowy człowieka) nie uzasadnia zakazu manipulacji na ludzkich zarodkach. Nie jest to bowiem ten rodzaj argumentu, który powinien się liczyć w poważnej politycznej dyskusji.3
Bibliografia:
Agar N. 2007. Embryonic potential and stem cells. Bioethics 21(4): 198-207,
Baylis F. and Robert J. S. 2004. The inevitability of genetic enhancement technologies. Bioethics 18(1): 1-26,
Fukuyama F. 2006. Koniec człowieka. Kraków: Znak
Green R. 2002. Benefiting from 'Evil': An Incipient Moral Problem in Embryo Research. Bioethics 16(6): 544-556
Lovelock J. 2003. Gaja - nowe spojrzenie na życie na Ziemi. Warszawa: Prószyński i S-ka,
McHugh P. 2004. Zygote and 'clonote' - The ethical use of embryonic stem cells. N Engl J Med; 351(3): 209-211
Sandel M. J. 2004. The case against perfection. The Atlantic Monthly 293(3)
Singer P. 2004. Wyzwolenie zwierząt. Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy
Warren M. A. 1996. On the Moral and Legal Status of Abortion. W: Mappes T.A., DeGrazia D. (red.) Biomedical Ethics, New York: McGraw-Hill Inc.: 434-440
Wendler D. 1999. Understanding the 'conservative view on abortion', Bioethics 13(1): 32-56,
Przypisy:
1. Nie jest to jedyna dopuszczalna interpretacja. Argument z naturalności procesu bywa również rozumiany bardziej dosłownie, jako zakaz zaburzania działaniami człowieka naturalnego porządku świata. Zakaz, dodajmy, motywowany przekonaniem o posiadaniu przez ten porządek wewnętrznej wartościowości (intrinsic value), które samo jest dość kontrowersyjne. Dlatego z pewnością jest to słabsza argumentacyjnie interpretacja twierdzeń przeciwników IVF/SCNT.
2. R. Dworkin (1999) twierdzi, że ilekroć mamy do czynienia z argumentem "zabawy w Boga", zawsze chodzi o ryzyko łączące się z nieprzewidywalnymi konsekwencjami społecznymi. Odmienną interpretację tego argumentu, zwracającą uwagę na naruszenie domeny działań tradycyjnie zastrzeżonych dla sił wyższych (boska wszechwiedza i wszechwładza), omawiają F. Baylis i J. S. Robert (2004).
3. Wydaje się, że niektórzy autorzy próbują wzmocnić siłę omawianego argumentu utrzymując, że mówienie o konieczności ochrony naturalnego procesu rozwojowego człowieka wynika z niebezpieczeństwa równi pochyłej - zgoda na manipulacje na zarodkach ludzkich prowadzić będzie do realizacji DBS lub jeszcze gorszych rzeczy. Takie postawienie sprawy niewiele jednak pomaga, ponieważ sam argument równi pochyłej nie jest najlepszą z metod argumentacji. Na rozwinięcie tego wątku nie ma jednak tutaj już miejsca.