Piotr Morciniec
Uniwersytet Opolski
Ludzkie zwłoki jako obiekt badawczy- dowolność działań czy normowanie?
O tabuizacji śmierci napisano wiele, podjęto także kroki pozwalające zatrzymać ten proces, niezmiennie natomiast zmarli i ich materialna postać - zwłoki pozostają tematem tabu. Do ostatnich chwil życia osobę ludzką nazywamy człowiekiem, zaraz po śmierci: trupem, nieboszczykiem lub zwłokami. Szukając uzasadnienia takiej terminologicznej zmiany, stwierdzamy najpierw, że ontologicznie ludzkie zwłoki nie są ani osobą, ani istotą żywą, nawet jeżeli poszczególne komórki jeszcze nie obumarły, są natomiast materialnym przedmiotem. Mimo iż ciało zmarłego posiada charakterystyczne ludzkie cechy, nie tylko paradoksalnie nie jest człowiekiem, bo człowiek jest istotą żywą, ale trudno o nim nawet powiedzieć, że jest organizmem. Utrzymywanie, że zwłoki pozostają organizmem sugerowałoby bowiem, że mogą na nowo podjąć aktywności życiowe, a śmierć jest jedynie przejściowym zakłóceniem funkcji cielesnych. Opisując adekwatnie proces, który ma miejsce wraz z wystąpieniem śmierci, należałoby mówić o zmianie kategorialnej, o radykalnym upadku ontologicznym: o nieodwracalnym przejściu od osoby do rzeczy.
Konsekwencją takiej radykalnej bytowej przemiany jest konieczność uznania, że jako przedmiot materialny bez aktualnych lub potencjalnych zdolności ludzkich (świadomość) zwłoki nie mogą być nośnikiem praw moralnych ani przedmiotem bezpośrednich moralnych obowiązków. Sytuację można by oczywiście widzieć inaczej, gdybyśmy mieli podstawy do wierzenia (dosłownie) w "powstanie ciała z martwych", a dokładniej w powstanie zwłok z martwych, w ramach którego integralność ciała zmartwychwstałej osoby byłaby istotnie zależna od obchodzenia się z tym "ciałem" w okresie, gdy było zmarłe.
Taki szkicowy opis statusu ontologicznego martwego ludzkiego ciała pozwala - wydaje się - zasadnie postawić tytułowe pytanie: Czy wykorzystanie zwłok jako przedmiotu eksperymentu lub badania naukowego podlega określonym zasadom prawnym i etycznym, czy też - jak na materiał biologiczny przystało - można się nimi posługiwać dowolnie? Na próbę odpowiedzi złoży się kilka kroków logicznych. Najpierw egzemplarycznie zapoznamy się z możliwym stanowiskiem optującym za dowolności, następnie przedstawię istotne założenia etyczne dotyczące statusu ludzkich zwłok, potem sformułuję istotne i konieczne - moim zdaniem - wymagania dotyczące badawczego wykorzystania zwłok, aby na koniec odnieść te zasady do konkretnych obszarów badawczej.
Uważam przy tym, że problemy moralne powstające we współczesnym podejściu do ludzkich zwłok można rozwiązać przy użyciu argumentów roztropnościowych, wynikających z praktycznego rozumu, a nie przez rekurs do konkretnej tradycji. Wydaje się bowiem, że żadne partykularne ujęcie problematyki nie jest w stanie przedstawić specyficznych normatywnych pozycji dla społeczeństwa pluralistycznego, które odpowiadałyby kryterium uniwersalizacji.
Dowolność w traktowaniu zwłok - perspektywa medyczna
W 2003 roku w wykładzie dla środowiska medycznego wybitny profesor-patolog przekonywał o konieczności stosowania sekcji zwłok z perspektywy lekarza. Dla naszej problematyki istotny jest jednak inny wątek. Profesor stwierdził m.in.: "Sam patolog rozstrzyga, czy pobrane organy od razu zostają z powrotem włożone do zwłok i razem z ciałem od razu pochowane lub spalone. W instytutach uniwersyteckich z reguły nie ma to miejsca. Najważniejsze obdukowane organy - serce, płuca, mózg, wątroba, nerki - są potrzebne do codziennego omówienia z leczącymi medykami i do demonstracji w czasie zajęć dla studentów albo zostają zakonserwowane dla dalszego naukowego opracowania lub orzeczeń. Pojecie 'naruszenie spokoju zmarłych' jest tu całkowicie nie na miejscu". W ramach argumentacji za taką tezą przywołuje fakt rozpoczynającego się bezpośrednio po śmierci procesu rozkładu i doświadczenie oglądu zwłok ekshumowanych. Jego tezy zdają się mijać z problemem, ponieważ gdyby chcieć wnioski etyczno-kulturowe wyciągać jedynie na podstawie danych biologicznych - tu: procesu rozkładu, to z powodzeniem można by utylizować ciała zmarłych w ramach wywozu i spalania śmieci, z czym trudno się zgodzić.
Także kolejna teza mija się z powszechną intuicją etyczną: "Tzw. spokój zmarłych i nasze działanie lekarskie w czasie obdukcji nie mają ze sobą nic wspólnego. Nie możemy także zaakceptować, że nasze działanie miałoby być wykroczeniem przeciwko zalecanemu pietyzmowi". Przesłanie, które profesor patologii zamierzał przekazać, jest w pełni zasadne - kliniczne sekcje zwłok pełnią ważną rolę i nie powinno się ich z założenia ani kwestionować, ani tym bardziej zakazywać, powołując się na normy pietyzmu. W świetle zasad personalizmu jest to teza jak najbardziej poprawna. Dla jej poparcia odwołuję się faktów z obszaru chrześcijaństwa, że Kościół nie zakazuje sekcji zwłok oraz że Franciszek Salezy jest pierwszym znanym potencjalnym donatorem własnych zwłok dla celów medycznych.
Problem stanowi jednak zaproponowany w tekście sposób uzasadniania poprawnej przesłanki, który może skompromitować ze wszech miar godne propagowania wnioski. Błąd w rozumowaniu polega na tym, że rzeczony patolog zdaje się wyłączać swoją aktywność zawodową spod norm etyki medycznej, która domaga się świadomej zgody zainteresowanego (nieboszczyka) na działanie, odrzuca dowolność decydowania o pogrzebaniu lub nie organów wewnętrznych zmarłego, a przede wszystkim wskazuje na znaczący związek między sposobem obchodzenia się z ciałem zmarłego człowieka a kwalifikowaniem tego działania jako poprawnego moralnie lub jako naruszenia spokoju zmarłych. Gdyby zaakceptować totalną rozdzielność sekcji zwłok i spokoju zmarłych, to każde postępowanie byłoby dopuszczalne, bo nie podlegające wartościowaniu. Poza tym można pytać, skąd brała się społeczna dezaprobata i konsekwencje karne za nadużycia wobec ciał zmarłych, a także dyskusje społeczne i sprzeciw po doniesieniach o wykorzystywaniu zwłok do eksperymentów, np. do crash-testów.
Status moralny ludzkich zwłok
Podejście z szacunkiem do ludzkich zwłok uzasadniane jest tezą, że "coś" z ludzkiej godności symbolicznie pozostaje w ludzkim ciele także po śmierci. Nieprecyzyjność takiego stwierdzenia jest oczywista i zamierzona. Jeżeli nie chcemy poprzestać na nieokreślonym "coś", konieczne staje się odwołanie zarówno do filozofii, teologii, i w pewnej mierze do rozstrzygnięć prawnych.
Próbując doprecyzować, z jakim rodzajem zobowiązania mamy w przypadku zwłok do czynienia, należałoby mówić o obowiązkach pośrednich. Oznacza to, że zwłoki są przedmiotem obowiązków, jednakże ich zawartość (treść) ujawnia się dopiero w związanych ze zwłokami interpretacjach kulturowych i wartościach symbolicznych. Z drugiej strony, zwłoki są niewątpliwie materialną pozostałością po widzialnej postaci, w jakiej osoba ujawniała się za życia ("nośnik osoby"), a więc czymś więcej niż jedynie obojętnym moralnie przedmiotem. W przeciwnym razie można byłoby w pełni zasadnie dokonywać utylizacji zwłok lub ich likwidacji, co kłóci się z potocznym odczuciem moralnym. Potwierdza to stanowisko jurydyczne, które przez negację określa zwłoki jako nie będące ani osobą, ani rzeczą. Tym samym zachowania niedopuszczalne wobec ludzkich zwłok nie są zasadniczo traktowane ani jako uszkodzenie rzeczy, ani jako naruszenie praw osobowych. Z pozycji prawa własności zwłoki ludzkie nie należą do nikogo: ani do lekarza, ani do krewnych i bliskich, ani do żadnej instytucji (np. szpitala), ani do społeczeństwa, ani wreszcie do osoby, która w tym ciele za życia się objawiała, ponieważ o pośmiertnych prawach osobowych mówić możemy najwyżej w sensie przenośnym i analogicznym. To, co jest niewątpliwe, to fakt, że w sensie finalnym zwłoki należą "do ziemi", a więc należy zagwarantować ich pochówek.
W świetle powyższego, postulowany szacunek dla zwłok jest tylko w sensie analogicznym szacunkiem dla osoby, która przestała istnieć, zaś posługiwanie się w tym przypadku kategorią "godności" także domaga się wyjaśniającego komentarza. W aspekcie historycznym podnieść należy, że przekonanie o "godności zwłok" i o potrzebie szacunku dla nich jest wspólnym dziedzictwem różnych epok i tradycji religijnych, choć nieraz dochodziło do degradacji zwłok do roli przedmiotu. Merytorycznie "niegodne potraktowanie zwłok" nie polega na tym, że naruszona została godność zwłok, lecz iż zraniono godność osoby, która kiedyś była tym ciałem. Wynika stąd istotny wniosek natury etycznej, że zwłoki ludzkie kontekstualnie zawsze związane są z osobą, która nimi była, a odrywanie ich od tego związku prowadzi prędzej lub później do zakwestionowania szacunku do doczesnych szczątków człowieka. Nawiasem mówiąc, zmarła osoba była w minionym życiu tym ciałem i równocześnie miała to ciało. Co kryje się za szacunkiem dla zwłok, odkrywamy eksplikując rozumienie godności i samostanowienia człowieka. Ich wyrazem jest prawo decydowania o sobie oraz ochrona cielesnej integralności i to także poza granicę śmierci. Powyższy opis filozoficzno-etyczny uzupełnimy o spojrzenie teologiczne.
Ponieważ szacunek dla zwłok jest zakorzeniony w różnych kulturach i przez myślicieli uzasadniony na gruncie roztropności, należy założyć, że teologia chrześcijańska może bez konfliktów wyjść od tez filozoficznych, zaś na poziomie normatywnym nie ma nic do dodania. Inaczej ma się rzecz na poziomie uzasadnień, na którym argumentacja teologiczna wyrasta z podstawowych prawd wiary.
Wyprowadzona z antropologicznego fundamentu "obrazu i podobieństwa do Boga" nauka o Bogu zawarta w ludzkim ciele skutkuje modyfikacją odniesienia do tego ciała także po śmierci osoby. Właśnie dlatego nie można się zgodzić na potraktowanie ciała, które w sposób pełny uczestniczy w godności stworzenia Bożego, jako zbędnych pozostałości, kiedy tylko nastąpi śmierć. Tyle teologia stworzenia.
W tradycji teologicznej wyraźnie rysuje się konsekwentne uzasadnianie szacunku dla ciał zmarłych przez odwołanie do teologii odkupienia. Najbardziej zakorzenione teologicznie jest odnoszenie szacunku do zwłok do prawdy o zmartwychwstaniu. Także współcześnie, np. w Katechizmie Kościoła katolickiego, wskazuje się na wiarę i nadzieję "zmartwychwstania ciała" (KKK 2300) jako na źródło szacunku i miłości dla ciał zmarłych" (2301). Jeżeli jednak domyśleć sprawę do końca, okazuje się, że jako chrześcijanie wierzymy w zmartwychwstanie ciała przemienionego, a nie w powstanie do życia zwłok. Przecież zmartwychwstanie w chrześcijańskim rozumieniu nie ma być prostą kontynuacją życia ziemskiego, ani jego projekcyjnym przedłużeniem, lecz bytową przemianą całego człowieka (nowe stworzenia).
Z tak rozumianej prawdy wiary o zmartwychwstaniu ciała wynika wniosek dotyczący pietyzmu wobec zwłok - pietyzm nie jest normą, lecz postawą, przy pomocy której żywi pielęgnują pamięć o zmarłych. Z tej postawy nie da się w żaden sposób wyprowadzić sztywnych norm. Nasze rozumienie godności i samostanowienia osoby obejmuje również integralność ciała i to także poza granicę śmierci. Nie oznacza to jednak, że można z niego wywieść bezwarunkową normę nietykalności zwłok, a co za tym idzie - prawo do integralności zwłok o charakterze absolutnym. Patrząc przez pryzmat godności osoby, w której zwłoki uczestniczą, priorytet zyskuje "osobowe podejście" wyznaczane przez miłość, solidarność i otwartość na potrzeby innych, a nie statycznie rozumiana nienaruszalność zwłok.
Równocześnie jednak skoro zasada samostanowienia sięga poza granicę śmierci, wymogiem koniecznym wydaje się uzyskanie informed consent w odniesieniu do ingerencji w martwe ludzkie ciało oraz zakaz domniemywania takiej zgody, który byłby wyrazem uzurpowania sobie prawa do zawłaszczania zwłok lub sugerowania przez państwo lub jego wydelegowaną instytucję prawa własności względem zwłok. Tak stawia sprawę aktualny Katechizm: "Sekcja zwłok może być moralnie dopuszczalna dla celów dochodzenia sądowego lub badań naukowych. Bezpłatne przekazywanie narządów po śmierci jest dopuszczalne i może zasługiwać na uznanie" (KKK 2301).
I na koniec jeszcze jeden wątek teologiczny dotyczący statusu zwłok dochodzący do głosu w Katechizmie. Stwierdza się tam, że "grzebanie zmarłych [.] jest uczczeniem dzieci Bożych, będących świątynią Ducha Świętego" (KKK 2300). Pozostając na poziomie analogii, nawet jeżeli świątynia (kościół) zostaje wyłączona z użytku sakralnego, nie jest obojętne, dla jakich celów będzie użyta, a jej niegodne wykorzystanie budzi sprzeciw i potępienie. Podobnie ma się rzecz z ludzkim ciałem, które było świątynią Ducha Świętego i po śmierci zachowuje swój "sakralny" charakter. Równocześnie jednak nie należy forsować "teologii świętości zwłok". Sakralny charakter ma wymiar ponadwyznaniowy, uniwersalny, a zakotwiczony jest w "sakralnej godności osoby". Powyższa perspektywa odsyła wprost do właściwej postawy wobec zwłok - do pietyzmu.
Warunki etyczno-prawne badawczego wykorzystania zwłok
Posługując się normatywną kategorią obowiązku, mamy w przypadku zwłok do czynienia z obowiązkami pośrednimi. Pytamy więc, komu jesteśmy wypełnienie tych obowiązków bezpośrednio winni oraz czyje interesy są na tej drodze chronione? Otóż chodzi o zabezpieczenie interesów wielu podmiotów: krewnych i innych bliskich, medycyny, instytucji pogrzebowych, społeczeństwa i nie na końcu: o "interesy" zmarłego. Ze wspomnieniem zmarłej osoby pojawia się niebagatelne pytanie - do którego wrócimy - o sposób, w jaki sam zmarły może być dotknięty działaniem na zwłokach. Zestawiając zainteresowane podmioty okazuje się, że chronione są - z jednej strony - interesy żywej jednostki (aktualnie: zmarłego), z drugiej zaś - interesy osób trzecich, którym nie jest obojętne, jak obchodzimy się z tym oto martwym ciałem. W ostatnim przypadku chodzi najpierw o osoby bliskie, które były osobiście, często emocjonalnie związane ze zmarłym, a następnie o szeroko pojętą opinię publiczną, zainteresowaną, aby fundowana kulturowo postawa szacunku wobec zmarłych nie była bez poważnej przyczyny osłabiana.
Najogólniej mówiąc, obowiązek pietyzmu wobec zwłok ludzkich dotyczy obchodzenia się z szacunkiem i z miłością z ciałem zmarłej osoby, a wyraża się przede wszystkim w moralnym zobowiązaniu do ich pochowania. Trudno sobie bowiem wyobrazić podejście szanujące martwe ciało bez uwzględnienia pytania o czas, sposób i oprawę jego pogrzebu, zaś ewidentnym sprzeniewierzeniem się pietyzmowi jest komercyjne potraktowanie zwłok, czyli handel martwym ciałem (zob. handel organami do przeszczepu). Co się tyczy uszanowania uczuć bliskich, to ważne są delikatność i szacunek względem martwego ciała, kontrolowanie zachowań bezdusznych i rutynowych, umożliwienie odpowiadającego ich życzeniom "pożegnania" ze zwłokami (ze zmarłym), a także oddanie zwłok w stanie estetycznie akceptowalnym. Uczucia bliskich zmarłego nie mogą jednak oznaczać przyzwolenia na zmianę przez nich jego przedśmiertnej woli w imię własnych przekonań.
W kontekście uzasadnienia etycznego wraca postawione wcześniej pytanie: w jaki sposób sam zmarły może być dotknięty działaniem na zwłokach? Na pierwszym miejscu należy podnieść prawo zmarłego do samostanowienia, którego skutki nie wygasają po śmierci, a następnie prawo do ochrony przed pośmiertnym zniesławieniem i naruszeniem godności. Sformułowana wyraźnie przez osobę za życia wola (tak w sensie przyzwolenia, jak i zaprzeczenia) uzasadnia obowiązek (nie-absolutny) respektowania decyzji zmarłego. W przypadku konfliktu z innymi obowiązkami najwyższej rangi wyrażenie woli zmarłego może zostać uchylone, np. wykonanie obdukcji lub sekcji zwłok w przypadku podejrzenia przestępstwa nawet wtedy, gdy zmarły za życia stanowczo wypowiedział się przeciw takiemu działaniu.
Skoro możemy założyć, że nasze ciało jest nam bliższe niż posiadane dobra materialne, a te ostatnie nie mogą zostać samowolnie rozdysponowane wbrew woli zmarłego (np. testament) nawet dla ważnych celów, to przynajmniej taki sam obowiązek pośmiertnego uszanowania dyspozycji dotyczących własnego ciała powinien być respektowany pod warunkiem, że wyrażona wola nie wykracza przeciw podstawowym zasadom moralnym. Należy podkreślić, że przedmiotem ochrony jest w tym przypadku nie personifikowana "wola", lecz podstawowe prawo zmarłego urzeczywistnione za jego życia. Osoba może się bowiem czuć ograniczona w swoich prawach także wtedy, gdy arbitralne zadysponowanie ciałem przez osoby trzecie - wbrew jej wyborowi - nastąpi dopiero po śmierci.
Drugie z wspomnianych praw - prawo do ochrony przed niegodnym potraktowaniem - odnosi się nie do godności zwłok wprost, ale do godności osoby, która kiedyś była tym martwym obecnie ciałem. Oznacza to jednak, że pojęcie godności posiada w tym przypadku o wiele mniejszą siłę zobowiązującą niż w przypadku żywych. Stąd inaczej niż u żywych, instrumentalizacja zwłok dla obcych celów nie zawsze jest sama w sobie naruszeniem takiej godności, zob. np. badania naukowe na i z ludzkimi zwłokami. Ponieważ godność człowieka (przynajmniej w chrześcijańskim rozumieniu) zawiera w sobie zobowiązanie do miłości bliźniego, tj. do uznania jego godności i wynikających z niej konsekwencji, dlatego uczynienie zwłok środkiem do służby miłości bliźniego nie jest w sprzeczności z pietyzmem. Należy jednak koniecznie rozróżnić między uczynieniem osoby i zwłok środkiem do obcego celu, ponieważ to rozróżnienie potwierdza prawdę o różnych poziomach rozumienia godności człowieka żywego i jego martwego ciała.
W praktyce medycznej oznacza to, że podejmując decyzje dotyczące działań na zwłokach, akcentuje się prawo do samostanowienia, dodając do niego wyznaczenie przynajmniej minimalnych granic dotyczących godnego traktowania martwego ciała. Z naruszeniem godności osoby zmarłej mamy na pewno do czynienia wtedy, kiedy wspomniana instrumentalizacja w taki sposób zeszpeca zwłoki, że stanowi to pozbawienie godności wcześniejszej osoby.
Aplikacja zasad do analizowanego obszaru badawczego
Mówiąc o badaniach na i z ludzkimi zwłokami, mam na myśli cały szereg różnych działań. Najpowszechniej wskazuje się w takim przypadku na oględziny i sekcje zwłok, tak kliniczne, jak i anatomiczne oraz sądowe. Drugą grupę stanowią eksplantacje post mortem organów i tkanek, zaś najbardziej sensacyjnie nagłaśnianą: eksperymenty z zakresu traumatomechaniki (badanie urazów mechanicznych; crash-testy) oraz badania broni palnej. Pomijam w tym miejscu wymiar edukacyjnego wykorzystania zwłok w kształceniu przyszłych lekarzy w zakresie anatomii oraz zabiegi ćwiczeniowe, np. operacje treningowe na zwłokach z wykorzystaniem chirurgii laserowej czy intubowanie niedawno zmarłych.
Pytając o wartościowanie działań, musimy pamiętać, że ludzkie zwłoki pozostają nie tylko w symbolicznej, lecz w realnej relacji do zmarłego. Martwe ciało jest w pewnym sensie "następcą" wcześniejszego żywego ciała, lecz także zachowuje identyczność i indywidualność tego ciała. Niezależnie od symboliczno-obrazowej relacji do wcześniejszego żywego człowieka, treść uczuć wiązanych ze zwłokami bazuje na fakcie, że są one równocześnie realnym obrazem (przejściowa cielesna bliskość) tamtej żyjącej osoby. Tym, jak się wydaje, można wytłumaczyć różne intuicyjne wartościowanie konkretnych działań na zwłokach.
Stopniowanie i ocena podejścia do żywych koresponduje zasadniczo z wartościowaniem analogicznych działań wobec zmarłych. Pozwala to zrozumieć, dlaczego np. oględziny czy sekcja zwłok - nawiązujące znaczeniowo do działań terapeutycznych na żywych - są spontanicznie traktowane pozytywnie, inaczej niż np. wykorzystanie zwłok w crash-testach lub do badań broni palnej. Dlatego powszechnie akceptuje się obdukcję zwłok, nie do przyjęcia jest natomiast celowe wypalanie ran na zwłokach, które kojarzy się z torturami. Te ostatnie zastosowania wyraźnie łączy się z przerażającymi eksperymentami na ludziach - analogie do sytuacji żywych osób uruchamiają zrozumiałe odczucia i reakcje, mimo iż sam zmarły jest wolny od odczuwania bólu. Wydaje się, że zranienie odczucia pietyzmu względem zwłok jest tym silniejsze, im bardziej odbiera się oddziaływanie na martwe ciało na płaszczyźnie symbolicznej jako związane z przemocą i okrucieństwem oraz im bardziej widoczne jest podobieństwo między zmarłym a jego zwłokami (inaczej reagujemy na eksperymenty z wykorzystaniem fragmentów tkanki, a inaczej kiedy ingerujemy w całe ciało zmarłego).
Zapytajmy wreszcie, jakie moralne znaczenie przypada w udziale pietyzmowi w kontekście badań naukowych na zwłokach i z ich udziałem? Każdy eksperyment na lub ze zwłokami oznacza instrumentalizację i naruszenie integralności martwego ciała i tym samym niesie ze sobą ryzyko naruszenia zasad pietyzmu tak w odczuciu bliskich zmarłego, jak i opinii publicznej. Zanim podejmę kwestię zasadniczą, należy założyć, że w ramach naukowego wykorzystania zwłok zachowane zostaną zasady podejścia z szacunkiem należnym ciału człowieka, co jest wymogiem moralnym, ale w równej mierze leży też w interesie społecznym.
Moralna dopuszczalność badań naukowych z wykorzystaniem zwłok, łącznie z eksplantacją organów do przeszczepu, wiąże się zasadniczo ze zgodą przedśmiertną samego "zainteresowanego". Mimo iż niektórzy z autorów optują za zgodą osób bliskich zmarłemu - niekoniecznie krewnych - taki wymóg wydaje się zbyt słaby. Ze względu na związki emocjonalne posiadają oni być może jakieś uprawnienie w kwestii stanowienia o dalszych losach ciała zmarłego, jednakże dla rozstrzygnięć moralnych wymagana jest - moim zdaniem - zgoda o mocniejszych podstawach, a bliscy nie dysponują ani prawem własności w odniesieniu do zwłok, ani delegacją woli w sensie reprezentanta ustawowego, ponieważ zmarły nie jest osoba ubezwłasnowolnioną, natomiast jego rozstrzygnięcia zachowują moc wiążącą. Stanowienie, także na poziomie prawa, o delegacji zgody na osoby bliskie zmarłemu uważam za pośmiertne naruszenie praw osobowych, ponieważ chodzi o prawo przyrodzone, a nie udzielane na drodze ustawowej. Rozwiązaniem etycznie poprawniejszym jest postulowana przez część bioetyków prośba skierowana do bliskich zmarłego o odtworzenie najbardziej prawdopodobnej woli zmarłego ("jak by zdecydował, gdyby żył?"). Uwaga nadrzędna brzmi jednak zaskakująco: obydwa wskazane modele stoją stanowczo w sprzeczności z "automatycznym" przekazywanie zwłok pewnych osób lub grup społecznych dla celów naukowo-dydaktycznych, jak to miało miejsce przez długi czas w anatomii.
Trzeba w tym kontekście nadmienić, że na gruncie ustawodawstwa polskiego funkcjonuje sprzeczne z zasadami personalizmu domniemanie, że państwo (ustawodawca) ma prawo dysponowania martwym ludzkim ciałem, pod wykluczającym warunkiem wyrażenia sprzeciwu za życia. Taka minimalna granica nie zabezpiecza prawa do samostanowienia, ponieważ brak sprzeciwu stanowczo nie jest jeszcze wyrażeniem zgody. Forsowanie takiego stanowiska zdaje się wskazywać na reistyczne traktowanie zwłok i podporządkowanie ich "wyższej użyteczności" z pominięciem współczesnych standardów etycznych chroniących dobra osoby. Dodajmy dla uczciwości: polskie rozwiązania nie są ewenementem w skali Unii Europejskiej, ponieważ w kwestii podejścia do zwłok człowieka od dawna ścierają się dwie opcje - personalistyczna i utylitarna.
Po analizie wymogu zgody na wykorzystanie martwego ciała do rozwiązania pozostaje kolejna kwestia, problem praktycznego konfliktu między zasadami pietyzmu, a interesem społecznym. Jeżeli pierwszym warunkiem pietyzmu jest respektowanie woli zmarłego odnoszącej się do własnego ciała, to należy podnieść, że zasadniczo nie kwestionuje się wykonania obdukcji przez patologa sądowego dla wyjaśnienia przyczyn śmierci, nawet wbrew woli zmarłego. Przemawiają za tym poważne racje. Czy podobnie nie można by postąpić w przypadku zapotrzebowania na organy po śmierci lub na zwłoki dla celów badawczych. Gdyby kierować się zasadą rozważenia dóbr będącą podstawowym narzędziem rozstrzygnięć etycznych m.in. w amerykańskiej bioetyce kazuistycznej, to po stronie przeciwnej w stosunku do woli zmarłego (i odczuć podyktowanych pietyzmem) plasują się dobra istotne - po stronie społecznej: publiczny interes postępu, rozwijania nowych metod terapeutycznych i środków medycznych, poprawiania bezpieczeństwa na drogach, zaś indywidualnie: interes potencjalnych "ofiar", którym bez podjęcia badań (przeszczepu) nie będzie można pomóc albo pomoc będzie mniej efektywna.
Należy zgodzić się z autorami, którzy twierdzą, że ani generalny zakaz badań, ani zupełna swoboda działania nie są do zaakceptowania. Humanistyczne znaczenie badań na i ze zwłokami powinny zostać docenione. Jeżeli jednak nie chcę się opowiedzieć za zasadą "cel uświęca złe środki", a za złe należy uznać działalnie wbrew woli osoby, która była tym ciałem, to konieczne byłoby wskazanie, czym przypadek obdukcji dla celów kryminalnych różni się pozostałych działań. Podstawowa istotna różnica dotyczy faktu, że w pierwszym przypadku chodzi o działanie dotyczące wprost dobra osoby zmarłej, co do którego należy zakładać, że w istniejących okolicznościach cofnęłaby ona swój sprzeciw, a przynajmniej nie działamy, stawiając interes osób trzecich przed prawem zainteresowanego.
We wszystkich pozostałych przypadkach wola zmarłego zostaje "poświęcona" dla interesu publicznego lub indywidualnego, a więc zmarły (jego ciało) staje się środkiem do obcych celów. Oceniając stosunek takiego działania do normy personalistycznej odkrywamy stanowczą sprzeczność, a co za tym idzie, nieakceptowaność takiego stanowiska. Chciałbym raz jeszcze podkreślić, że nie chodzi o rozstrzygnięcie alternatywy w postaci: "albo wykorzystujemy zwłoki bez przyzwolenia, albo musimy zaprzestać badań na tym polu". Wtedy być może trzeba by poszukiwać innych rozwiązań. W obecnej sytuacji wspomniana alternatywa przybiera radykalnie inną postać: "albo zabieramy zwłoki na drodze dekretu, albo podejmujemy wysiłki uświadamiające potrzebę i wartość przedśmiertnej donacji zwłok, i pozyskujemy je na tej drodze".
Wspomniałem wcześniej, że opinia publiczna jest zainteresowaną, aby fundowana kulturowo postawa szacunku wobec zmarłych nie była bez poważnej przyczyny osłabiana, co potwierdzają żywe reakcje na doniesienia o badawczym używaniu zwłok. Otóż, nie należy zakładać apriorycznej akceptacji społecznej dla podejmowanych działań, a wiedza fachowa winna być w takiej formie przedstawiana medialnie, aby była zrozumiała dla przysłowiowych laików. Brak zaufania dla medycyny współczesnej osiągnął taki poziom, że priorytetowym zadaniem staje się dostrzeżenia, respektowanie i przepracowanie istniejącego problemu akceptacji. Oznacza to, że im bardziej podejmowane praktyki są kontrowersyjne i nowatorskie, tym bardziej wymagają pracy edukacyjnej w społeczeństwie. Nie jest zmarnowany wysiłek, czas i nakłady finansowe, których celem jest przybliżenie opinii publicznej tego, co dzieje się w nowoczesnej medycynie, także w prosektoriach, salach operacyjnych, gabinetach eksperymentalnych. W przeciwnym wypadku wyrwany z kontekstu fragment działalności naukowo-badawczej lub terapeutycznej, przedstawiony sensacyjnie i tendencyjnie, może dodatkowo zaszkodzić sprawie troski o człowieka chorego i dobremu imieniu medycyny.
Należy zgodzić się z autorami, którzy twierdzą, że pracę nad akceptacją projektu badawczego należy przeprowadzić przed jego rozpoczęciem, a zasłanianie się brakiem czasu i niezwłoczną potrzebą uzyskania wyników okazuje się ostatecznie kontraproduktywne, bo prędzej czy później zadziałają mechanizmy społeczne, które wymuszą zdanie sprawy, ale w innych okolicznościach i w atmosferze podejrzliwości. Takie stanowisko jest opowiedzeniem się równocześnie za dialogiem społecznym i za rozwiązywaniem poważnych problemów etycznych na płaszczyźnie kulturowo-społecznej, a nie jedynie indywidualnej, która jest skądinąd także niezbędna. Wiadomo przy tym, że edukowanie społeczeństwa wymaga czasu, który zaprocentuje. Takie zasady obowiązują nie tylko w odniesieniu do szokujących eksperymentów, jak traumatomechanika czy badania balistyki pocisków, lecz także w przypadku sekcji zwłok oraz transplantacji post mortem. Dialog społeczny zmienia społeczną atmosferę wokół działań podejmowanych na martwych ludzkich ciałach.
W świetle powyższego, podejmując eksperymenty na i ze zwłokami, warto zaakceptować fakt, że w społeczeństwie pluralistycznym jest sprawą samą przez się zrozumiałą, iż jest się pytanym o legitymizacje podejmowanych działań. I nie wystarcza paternalistyczne odwołanie się do swojej pozycji, służby, czy autorytetu. Zamiast tego liczą się argumenty. Konsekwentnie nie wydaje się wystarczające uprawomocnienie eksperymentów ze zwłokami przez odwołanie się wyłącznie do uzyskanej zgody osoby bliskiej zmarłego. Istotą nowej mentalności jest (winna być) akceptacja i zrozumienie dla samego faktu stawiania takich pytań i podejmowania dialogu dotyczącego wspólnych ostatecznie spraw - i na tym polega odpowiedzialna edukacja społeczna. A ponadto w naszej naturze obecny jest element solidarności z potrzebującymi, wrażliwość na ludzką biedę i nieszczęście, jeżeli jesteśmy przekonani, że chodzi o dobrą sprawę, i można na nim budować. Ten postulat w całej rozciągłości odnosi się do badań z wykorzystaniem zwłok.
Co z tego wynika? Najpierw to, że sama przedśmiertna zgoda zainteresowanego (donacja zwłok) lub zgoda zastępcza bliskich nie rozwiązują całego problemu, choć jej uzyskanie jest niezaprzeczalnym standardem etycznym cywilizowanego świata. Poprzestanie na tym wymogu sprawia, że mnóstwo tych ludzi, którzy kiedyś będą profitować z wyników uzyskanych w oparciu o eksperymenty, nie wie nic o tym, jak osiągnięto postęp, co i kto stał za nowymi technologiami, terapiami i metodami.
Odwołując się konkretów, "ceną" za radykalne zwiększenia bezpieczeństwa osób podróżujących samochodem były eksperymenty na zwłokach zmarłych ludzi i tego nie wolno ukrywać. Tutaj nie ma nic do ukrycia, wręcz przeciwnie, skoro nie ma nic do ukrycia, należy "ofensywnie" zwrócić się do opinii publicznej, aby rozstrzygnęła, czy akceptuje taką cenę za bezpieczeństwo w ruchu drogowym albo opowiada się za narażaniem użytkowników samochodów przez mniej bezpieczne pojazdy. Można tak sformułować alternatywę, ponieważ warunkiem sine qua non eksperymentów na zwłokach jest niemożności uzyskania tych wyników na innej drodze. Kryzys wiarygodności medycyny czy nauk eksperymentalnych może być przezwyciężony jedynie jawnie, a owa jawność zakłada nie tylko publiczne przedstawienie celów badań i eksperymentów, lecz także prezentację wykorzystywanych środków. Świadomie używam tego dwuznacznego zwrotu, ponieważ mówiąc o środkach, jesteśmy uczuleni na rozliczenie środków finansowych, bez korupcji, niejasności i matactw, a należałoby z równą pieczołowitością "rozliczyć się" ze stosowanych procedur, eksperymentów i - jak w interesujących nas przypadkach - z martwych ludzkich ciał, które mogą służyć do dobrych celów jedynie przy przestrzeganiu jednoznacznych norm prawnych i etycznych.
Bibliografia w posiadaniu autora.