Jan Hartman
j.hartman@iphils.uj.edu.pl
Principia, 31-044 Kraków, ul. Grodzka 52
 
    back
   
Teksty,Texts,Texte  
  home

Etyka!

PUBLIKUJĘ (NA ZACHĘTĘ!) WSTĘPNE ROZDZIAŁY KSIĄŻKI „ETYKA!”, KTÓRĄ OBECNIE PISZĘ I PLANUJĘ WYDAĆ W 2015 R.

Wstęp

Nikt nie lubi, gdy ktoś prawi mu morały. Dawniej uważaliśmy je za rzecz naturalną i pożądaną, ale dziś już nie. Trzeba będzie zastanowić się nad tym, dlaczego w ciągu ostatniego stulecia tak bardzo nam to obrzydło. Skoro jednak kazań już nie lubimy, muszę od razu uprzedzić Czytelniczki i Czytelników: ta książka mimo wszystko jest po to, by uczynić Was lepszymi. Autora zaś przy okazji również. Prawdę mówiąc, każda książka poniekąd temu służy, lecz książka o etyce bardziej niż inne. Wszystkie książki na tematy moralne są budujące albo kiepskie. Taki to już gatunek.

Karty na stół! Czy będę Was pouczał, jak macie żyć? Poniekąd tak. Czy będę moralizował? Miejscami, ale nie za wiele. Czy uważam się za lepszego od Was, skoro chcę Was pouczać? Nie. To dlaczego to robię? Bo umiejętność ważenia argumentów moralnych, roztropnego i sprawiedliwego oceniania postępków swoich i postępków innych ludzi oraz krytycznej analizy własnych i cudzych przekonań moralnych zawsze podciąga nas wzwyż, czyli doskonali. Każdy, kto liznął etyki, jest choć trochę lepszy niż wtedy, gdy jeszcze o etyce nic nie wiedział, jakkolwiek nie znaczy to, że w ogóle jest dobry ani że nad innymi góruje. Tyle więc mogę Wam obiecać – jeśli przeczytacie tę książkę uważnie, z pewnością staniecie się nieco lepsi niż przed jej lekturą. Nauczycie się lepiej niż dotąd rozważać swoje i cudze uczynki i zamiary. Tym samym będziecie mieli większą szansę uniknąć niektórych złych postępków i niesprawiedliwych ocen. A w dodatku nie będziecie powtarzać wielu niemądrych rzeczy, które na co dzień większość z nas mówi, próbując, bez wprawy, wdawać się w dyskusję etyczną i w etyczne oceny. Na przykład nie będziecie mówić, że „nikt nie ma prawa Was oceniać”… Jak na kilkadziesiąt złotych i kilkanaście godzin spędzonych na lekturze zysk będzie niemały.

Dlaczego książka, która opowiada o etyce nosi tytuł Etyka!, zamiast nazywać się po prostu „Etyka” (bez wykrzyknika), tak jak setki innych książek na ten temat? Powody są dwa. Po pierwsze najbardziej uderzającą cechą sfery moralnej jest to, że wiele rzeczy wydaje się nam nakazane bądź zakazane „bo tak”, czyli apodyktycznie, bez potrzeby uzasadnienia i niezależnie od ewentualnego zagrożenia konkretną karą za niespełnienie tego, co w ten sposób jest nam narzucane. Nie kradnij! Oddaj dług! Zadzwoń po pogotowie! Powiedz, jak było naprawdę! Wykrzyknik, znamionujący nakaz, czyli imperatyw, jest więc w moralności czymś bardzo znamiennym i typowym. Niektórzy etycy, jak Kant, uważają wręcz, że bezwarunkowa nakazowość, czyli obowiązek to sama istota moralności. Po drugie, tak się złożyło w ciągu XX wieku, że chociaż ciągle powołujemy się w życiu publicznym na względy etyczne, na przykład tworząc kodeksy etyczne dla różnych grup zawodowych, w życiu prywatnym zaczęliśmy unikać argumentów etycznych i typowo etycznego języka. Zdecydowanie unikamy mówienia o moralności i cnocie (słowa te uległy degradacji do roli anachronicznych określeń odnoszących się głównie do sfery seksualnej), mamy trudności z naturalnym i bezpretensjonalnym nazywaniem osób i czynów moralnie dobrych i moralnie nagannych. Mówienie o moralności krępuje nas niemal tak samo, jak mówienie o seksie. Używamy różnych eufemizmów i kolokwializmów, a najchętniej unikalibyśmy tematyki moralnej w ogóle, tym bardziej, że osądzając innych ludzi, narażamy się na to, że sami zostaniemy osądzeni. Z całego języka etycznego uratowało się zaledwie kilka zwrotów, takich jak „uczciwy człowiek” albo „dobry uczynek”, oraz to kluczowe słowo, brzmiące na tyle uczenie, że nie zdecydowaliśmy się go porzucić: „etyka”, „etyczny”. W rezultacie wszyscy słyszymy wokół, że to czy tamto jest „nieetyczne” (tzn. naganne, grzeszne, podłe, nieuczciwe, niesprawiedliwe – wszystko to się mieści w tym drętwym i formalnym słowie) i że bardzo ważna jest „etyka”, jednakże brakuje zrozumienia, o co tu właściwie chodzi. Co to jest ta cała „etyczność”? Etyczny albo nieetyczny, czyli jaki? Niezgodny z obyczajami i „normami współżycia społecznego”? Krzywdzący? Niezgodny z prawem? A co to jest etyka? Rodzaj świeckiego pouczenia moralnego? Zestaw „wartości humanistycznych” albo „ogólnoludzkich”? Ale jakie to są wartości? I co to są w ogóle „wartości”? Lepiej nie zadawać tych wszystkich pytań, bo to tylko mąci ludziom w głowach i przywodzi do złego… Dobrym przykładem na to, jak mętne i płytkie jest to całe mówienie o „etyce”, jest publiczna dyskusja na temat lekcji etyki w szkole. Czymś uderzającym jest brak wiedzy wielu prominentnych uczestników tej debaty na temat znaczenia (a raczej znaczeń) słowa „etyka” i jakiegokolwiek wyobrażenia o tym, co to znaczy (albo znaczyło dotychczas) uczyć kogoś etyki. Przyznam się Wam, że decyzję o napisaniu tej książki podjąłem przed kilkoma laty, gdy na spotkaniu z bardzo wysoko umocowanym i utytułowanym akademicko dygnitarzem państwowym, który chciał poznać moje zdanie na temat wprowadzenia etyki do szkół, osoba ta wyraziła radosne zdumienie, dowiedziawszy się ode mnie, że etyka jest dyscypliną filozofii bądź tzw. nauką filozoficzną i studiuje się ją na studiach filozoficznych. Bezmiar ignorancji na temat etyki wprawia mnie czasem w osłupienie i wywołuje niemałą frustrację. Odpowiadam na tę ignorancję tym właśnie tytułowym wykrzyknikiem. Ludzie! Dowiedzcie się, co to jest etyka, zanim zaczniecie o niej perorować!

Owszem, z tej książki będzie można dość dokładnie dowiedzieć się, czym jest etyka. W jej pisaniu przyświeca mi jednak nie tylko frustracja, która zapewne nie jest dobrym doradcą ani w ogóle czymś moralnie dobrym. Etycznym przewodnikiem (na ile skutecznym – oceńcie sami) jest dla mnie inna pobudka, a mianowicie etyczny ideał i etyczna cnota (obym ją posiadł!) uczciwości intelektualnej. Stan refleksji moralnej, na jaką dotychczas zdobyła się ludzkość, od dwóch i pół tysiąca lat uprawiając w sposób bardziej lub mniej systematyczny naukę o moralności, czyli etykę, jest niezadowalający. Nie zamierzam tego ukrywać, a wręcz przeciwnie – pragnę to pokazać i wyjaśnić, dlaczego tak jest. Ta porażka nie jest wyłącznie sprawą etyków, ale nas wszystkich. Niemniej jednak, każdy, kto uczył się etyki, może potwierdzić to, co powiedziałem wyżej, a mianowicie, że znajomość problematyki etycznej pomaga w formułowaniu rozważnych i sprawiedliwych ocen moralnych oraz w podejmowaniu roztropnych decyzji. Nie gwarantuje tego, lecz pomaga. A co gwarantuje? Gwarantuje zwiększenie odporności na fałszywe (a nieraz wręcz podłe) przekonania i argumenty etyczne. Nie jestem odosobniony w tych twierdzeniach i zapewnieniach. Jeden z najznamienitszych etyków współczesnych, Bernard Williams, napisał w latach 80. ubiegłego wieku książkę Ethics and the Limits of Philosophy („Etyka i granice filozofii”), której charakter i cel są z grubsza zbieżne z tym, co zamierzam sobie w niniejszej pracy, w ten sposób formułując swą naczelną tezę: „filozofia nie powinna dążyć do stworzenia teorii etycznej, co jednakże nie znaczy, że filozofia nie może dostarczać krytyki pewnych przekonań i idei etycznych”. Dodam, że wiele z takich przekonań i idei wymyślili sami filozofowie. Tym samym etyka jest w dużej mierze moralną samokrytyką rodzaju ludzkiego, ze szczególnym uwzględnieniem samych etyków.

Obiecuję nie uchylać się od samokrytyki, lecz nie obiecuję powstrzymywać się od krytyki Waszych przekonań moralnych. Wiem, wiem, każdy z Was ma inne przekonania. Nieprawda! Nie ma ani siedmiu miliardów systemów przekonań etycznych, ani nawet siedemdziesięciu. W ramach jednego społeczeństwa i jednej epoki można wyróżnić co najwyżej kilka „światopoglądów etycznych”, a jeden z nich zawsze jest dominujący. Czymś zupełnie podstawowym dla życia moralnego jest rytuał odtwarzania dominującego dyskursu moralnego, czyli powtarzanie przez większość ludzi pewnych etycznych oczywistości. Od jakiegoś czasu te rytualne klisze oznajmia się w świecie zachodnim jako „mój pogląd”, podkreślając tym sposobem autonomię swojej osoby i własnych sądów, jak również autentyczność osobistego przywiązania do głoszonych tez. Nie bądźmy jednak naiwni i nie dajmy się zwieść. Te „nasze poglądy” są obowiązującymi w naszych czasach oświadczeniami moralnymi, które nam wpojono i które uważamy za stosowne powielać. Przekonań i deklaracji moralnych raczej sami nie wymyślamy – w przeciwnym razie nie mogłyby mieć tego społecznego autorytetu, który czyni z nich coś ważnego i obowiązującego.

Trzeba wiedzieć, że przekonania i systemy przekonań etycznych łączą w sobie dwie cechy: są apodyktyczne i są zmienne. Apodyktyczność ich polega na tym, że żywi się je z poczuciem pewności i oczywistości, a nawet twierdzi, że zawsze i wszędzie porządni ludzie mieli i będą mieli takie właśnie przekonania. Zmienność zaś polega zarówno na tym, że różne apodyktyczne przekonania, uświęcone tysiącletnią tradycją, kiedyś tracą swą rangę, a nawet ulegają spektakularnemu odwróceniu, jak i na tym, że różne grupy w obrębie tego samego społeczeństwa żywiąc bardzo odmienne przekonania etyczne i uważając przekonania drugiej strony nie tylko za fałszywe, ale po prostu niemoralne, rywalizują ze sobą i przeciągają na swoją stronę poszczególne osoby, które w związku z tym często zmieniają swoje (apodyktyczne) sądy. Mógłbym podać niezliczone przykłady apodyktyczności przeświadczeń moralnych i niezliczone przykłady ich zmienności. Kilka przykładów apodyktycznych rozkazów moralnych wspomniałem nieco wyżej, a jeśli chodzi o przykłady zmienności przekonań, to odgraniczę się do dwóch. Weźmy dwa sądy: „zbiegłego niewolnika należy przykładnie ukarać” oraz „zbiegłemu niewolnikowi należy okazać pomoc, a jego `właściciela’ osądzić i ukarać”. Pierwszy z nich aż do wieku XVIII był oczywistością dla wszystkich bodaj mieszkańców naszej planety, łącznie z niewolnikami, a drugi – całkiem sprzeczny z tym pierwszym – powoli zdobywał popularność, aż stał się niemalże powszechny pod koniec XX wieku. To jest przykład historycznej zmienności przekonań etycznych, za którym postępują odpowiednie zmiany w prawie (w tym przypadku: zniesienie niewolnictwa). Zwykle zmiana taka jest stopniowa, dokonuje się w ciągu co najmniej kilku dekad i wywołana jest upowszechnianiem się przekonania będącego na początku w mniejszości oraz uważanego wobec tego za fałszywe bądź niemoralne. Przykładem takiego procesu aktualnie toczącego się w społeczeństwach Zachodu jest opozycja dwóch współistniejących przeświadczeń: „zabicie wroga w wojnie obronnej jest chwalebne i zasługuje na nagrodę” (wciąż większość z nas tak sądzi) oraz „nie wolno nikogo zabijać, nawet wroga w wojnie obronnej”.

Rozsądni ludzie, jak zwykle, szukają kompromisów. W czasach, gdy powszechnie stosowano takie czy inne formy niewolnictwa, dało się słyszeć głosy wzywające do łagodnego traktowania niewolników i ograniczenia władzy, jaką mieli nad nimi właściciele. A jeśli chodzi o stosunek do zabijania na wojnie, to możemy spotkać dziś opinie, że wojna jest zawsze zła, a zabijanie w wojnie obronnej należy traktować raczej w kategoriach tragedii, a nie zasługi i winy. W dużym uproszczeniu da się powiedzieć, że etyka wyrasta z ducha takiego poszukującego kompromisu rozważania konfliktów pomiędzy apodyktycznymi przekonaniami moralnymi. Zachęcam Was, abyście spróbowali taką poszukującą, krytyczną, a jednocześnie kompromisową postawę przyjąć, czytając tę książkę. Nie znaczy to wszakże bynajmniej, że przekonania, do których w wyniku poważanego namysłu będziecie dochodzić pozbawione będą owej charakterystycznej dla sfery moralnej apodyktyczności. Etyk może być sceptyczny do co możliwości formułowania silnych sądów etycznych i ocen moralnych, niemniej jednak, jak już w końcu coś twierdzi, to twierdzi stanowczo.

Choć czasami udają, że jest inaczej, to tak naprawdę etycy starają się być w awangardzie moralnej społeczeństwa, kwestionując i poddając pod dyskusję rozmaite utrwalone przekonania etyczne, obyczaje i prawa. Czynią to w imię dobra człowieka (a ostatnio również w imię dobra zwierząt i całej przyrody), w imię sprawiedliwości, w nadziei, że racjonalność i dobra wola, przejawiające się w dyskusji wokół tych spraw, pomogą zwalczyć niektóre niegodziwości i niesprawiedliwości tego świata, czyniąc życie lepszym. Tym samym etyka jest zawsze w jakimś konflikcie z moralnym „mainstreamem”, a zwłaszcza z etyczną bezmyślnością, polegającą na niezaprzątaniu sobie głowy jakąkolwiek refleksją moralną i poczuciu, że jest czymś oczywistym, co jest dobre, a co złe i jak postępować należy, a jak nie należy.

Poznajmy przeto tego „mainstreamowego przeciwnika”. Zacznijmy nasze rozważania o etyce od ustalenia czegoś, co można by nazwać standardowym stanowiskiem moralnym współczesnego mieszkańca Zachodu.

 

„Współczesne standardowe stanowisko moralne” vs. „Klasyczny standard etyczny:

Współczesne standardowe stanowisko moralne (WSSM) nie jest i nie może być spójne. Składają się na nie elementy różnych dyskursów etycznych, zarówno odziedziczonych po wcześniejszych epokach, jak i powstałych niemal współcześnie. W stopniu dotąd chyba niespotykanym, „światopogląd moralny” typowego członka współczesnego społeczeństwa zachodniego jest eklektyczny i pełen sprzeczności. Dlatego proszę się nie dziwić, że jego prezentacja wyglądać będzie trochę dziwnie i że nie będziecie chcieli przyznać się do podzielania w całości takich poglądów. Po prostu nie mamy w zwyczaju rekonstruować w sposób kompletny swoich poglądów etycznych, poprzestając na wyrażaniu okazjonalnie pojedynczych, zwykle dość banalnych deklaracji. Nie wiemy, jak to brzmi zebrane w całość – i dobrze nam z tym. Żeby więc uczciwie przetestować własne stanowisko i sprawdzić, czy jest ono zbieżne z tym, co zaproponuję tutaj jako WSSM, należy brać z osobna poszczególne tezy i zapytywać samych siebie, czy moglibyśmy taką tezę wygłosić. Jeśli tak, to znaczy, że nie odstajemy od „normy”, którą hipotetycznie, w oparciu o własne doświadczenie społeczne oraz rozmowy ze studentami, próbuję tutaj zrekonstruować. Oto więc jak widzę stanowisko moralne typowego mieszkańca Zachodu na początku XXI wieku:

„Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi. Każdy człowiek ma swoją godność, której nie wolno mu odbierać. Nikogo nie wolno krzywdzić ani traktować, jakby był przedmiotem lub instrumentem służącym innym ludziom do osiągania ich celów. Trzeba każdego szanować, bez różnicy płci, wieku, rasy, narodowości, orientacji seksualnej. Każdy ma prawo do swoich poglądów i do samodzielnego kształtowania swojego życia. Każdy odpowiada za swoje czyny i nie może odpowiadać za działania innych ludzi. Odpowiedzialność człowieka za swoje postępki określa prawo, które wyznacza nam granicę wolności, czyli tego, co wolno, a czego nie wolno czynić. Oprócz prawa są jednakże jeszcze inne wyznaczniki dobra i zła w ludzkim postępowaniu. Niektóre z nich są uniwersalne, inne zaś związane są z kulturą i religią. Uniwersalne wartości, z których wynikają normy postępowania obowiązujące wszystkich ludzi, to na przykład uczciwość, sprawiedliwość, troska o bliźnich znajdujących się w potrzebie, sumienność w wykonywaniu swoich obowiązków społecznych i rodzinnych. Wszyscy też wiemy i rozumiemy, że lepiej jest nam wszystkim żyć, gdy jesteśmy dla siebie wzajemnie życzliwi i wrażliwi na swoje potrzeby i problemy, niż wtedy, gdy nie ufamy sobie, jesteśmy zawistni i chciwi, nadmiernie rywalizujemy ze sobą, a na nieszczęścia innych ludzi pozostajemy obojętni. Zaufanie i współdziałanie jest podstawą szczęśliwego życia w każdym społeczeństwie i w każdej rodzinie, natomiast egoizm, chciwość i zawiść niszczą nasze życie. Co do tego jest zgoda. Różnimy się jednak w poglądach religijnych i metafizycznych. Dla niektórych postawą moralności jest prawo Boże, dla innych abstrakcyjne wartości i normy albo po prostu potrzeby społeczne. Wierzący będą przestrzegać rozmaitych zasad postępowania, które traktują jako powinności tyleż religijne, co etyczne. Z powodów religijnych będą na przykład powstrzymywać się od picia alkoholu albo od seksu pozamałżeńskiego. Inni nie nakładają na siebie takich ograniczeń. Musimy się pogodzić z tym, że współcześnie żyją obok siebie wierzący i niewierzący oraz szerzej – osoby i grupy należące do różnych kultur. Muszą oni nauczyć się żyć we wzajemnym poszanowaniu swej odrębności, tak, aby każdy mógł spokojnie kultywować te obyczaje i tradycje, do których przynależy. Dlatego tolerancja i demokracja stanowią niezbędne wymogi etycznego współżycia i współistnienia w pluralistycznym społeczeństwie.

Są postępki jednoznacznie naganne, takie jak zabójstwo, kradzież czy oszustwo. Jednakże w bardzo wielu przypadkach to, czy postępujemy dobrze czy źle, nie daje się łatwo i jednoznacznie ocenić. Każdy człowiek ma sumienie i powinien przede wszystkim sam przed sobą zdawać sprawę ze swojego postępowania, a jeśli jest wierzący – zdaje sprawę przed Bogiem. Należy w działaniu kierować się głosem sumienia i niczyja opinia nie powinna nad tym głosem przeważać. Tylko osoba działająca zna dobrze okoliczności swojego działania i może je w pełni ocenić. Z drugiej strony, jesteśmy w ocenianiu samych siebie stronniczy. Dlatego w trudnych sytuacjach warto zasięgać rady życzliwych nam osób. Nikt jednak nie może pretendować do tego, by być ostatecznym sędzią dobra i zła, gdyż taka absolutna wiedza nie jest człowiekowi dostępna. Większość z nas chce dobrze, ale nie zawsze potrafi realizować dobro. Ulegamy różnym słabościom i pokusom – to jest ludzkie i trzeba być wobec ludzkich słabości wyrozumiałym. Jeśli jednak ktoś notorycznie krzywdzi innych ludzi, trzeba się nim zająć i pomóc mu wrócić do społeczeństwa, z którego swoim postępowaniem sam się wyklucza. Samo karanie jest niewystarczające – takich ludzi trzeba wychowywać i resocjalizować.

Każdy z nas ma jedno życie i powinien dążyć do tego, by przeżyć je najpełniej i najlepiej, jak to możliwe. Każdy pragnie, by w jego życiu było jak najwięcej radosnych chwil, jak najwięcej miłości i dobra, a jak najmniej cierpień. Każdy pragnie realizować w życiu swoje marzenia i pasje. Ludzie są w tym wszystkim podobni do siebie. Nikt nie żyje sam na świecie i nikt nie może być szczęśliwy w izolacji od innych ani tym bardziej przeciw innym ludziom. Dlatego wszyscy powinniśmy wspierać się wzajemnie w tworzeniu dobrego, satysfakcjonującego życia. Jednym los albo natura daje więcej, innym mniej, ale każdy ma jakieś talenty i umiejętności, które może rozwijać i każdy jest w jednych rzeczach lepszy, a w innych nieco gorszy. Nie ma sensu ludzi porównywać i oceniać kto „w ogóle” jest lepszy, a kto gorszy. Wszyscy ludzie zasługują na szacunek i wszyscy mają prawo rozwijać się i korzystać z życia. Jednocześnie każdy z nas powinien dać coś z siebie innym. Tylko wspierając się wzajemnie i współpracując ze sobą dla wspólnego dobra, możemy być szczęśliwi. Człowiek jest szczęśliwy, jeśli ma dobre relacje z innymi ludźmi, jest akceptowany takim, jakim jest i może razem z innymi działać dla wspólnego dobra. Jedni będą realizować się w pracy, inni raczej w życiu rodzinnym. Jedni wolą żyć na uboczu, inni działają na niwie społecznej i politycznej. Dzięki tej różnorodności ludzkich zainteresowań i talentów oraz dzięki wielkim osiągnięciom cywilizacji możemy tworzyć złożone społeczeństwo, w którym każdemu człowiekowi dostępne jest bogactwo różnych doświadczeń i przeżyć. Oby każdy mógł w zdrowiu, przez długie lata cieszyć się tym bogactwem!”

Jeśli miałbym to wszystko skomentować krótko, to powiedziałbym, że cały ten dyskurs jest miałki, płytki i moralnie podejrzany. W wielu punktach przejawia z trudem skrywaną niezgodę na stawianie człowiekowi wysokich wymagań etycznych, niezgodę na bycie ocenianym, a zwłaszcza niezgodę na ewentualności, że zostanie się ocenionym ogólnie źle, a więc uznanym za człowieka gorszego od innych.

Nie zamierzam frontalnie atakować WSSM, bo jego potęga i autorytet nakazują mi pewną oględność. Proszę Was tylko, abyście po skończeniu lektury tej książki zechcieli przeczytać ten fragment raz jeszcze i raz jeszcze go ocenili – zdanie po zdaniu. Różnica między Waszym stosunkiem do WSSM obecnie oraz później – po przeczytaniu książki – będzie miarą korzyści, jaką z jej lektury odnieśliście.

Tymczasem pragnę zwrócić uwagę na jedną tylko cechę WSSM, bardzo charakterystyczną dla kultury społecznej i politycznej epoki liberalnej, trwającej na Zachodzie od XIX wieku. Tą cechą jest instynktowne odnoszenie wszystkich deklaracji moralnych do czegoś takiego, jak jednostka, czyli konkretny człowiek z krwi i kości, będący jednakże zarazem autonomicznym i racjonalnym podmiotem intelektualnym, moralnym i prawnym, podmiotem odrębnym, jakkolwiek z zasady równym innym podmiotom i w tej równości jakby od nich nieodróżnialnym, „takim samym jak inni”, czyli poniekąd abstrakcyjnym. Ta hybryda indywidualności z abstrakcyjną jednostkowością, w znaczeniu równej i powszechnej podmiotowości intelektualnej, moralnej, prawnej i politycznej, jest czymś całkowicie osobliwym i nieznanym przez wiekiem XIX. Jednocześnie jest czymś tak oczywistym dla człowieka nowoczesnego, że nie zdaje sobie on sprawy ani z osobliwości tego konstruktu nazywanego terminem „człowiek” albo „jednostka”, ani tym bardziej ze sprzeczności tkwiących w tej nowej idei. Wszyscy chcemy być „ludźmi”, „osobami” i „jednostkami”, ale tylko garstka filozofów zdaje sobie sprawę, że to, co rozumiemy przez te pojęcia jest projektem filozofów XVIII i XIX wieku, a w dodatku konceptem najeżonym trudnościami i w zasadzie przez samą filozofię już zarzuconym. Sytuacja ta jest paradoksalna i fatalna. Ledwie ludzie dali sobie wmówić, że są „ludźmi”, czyli indywidualnymi, pełnymi osobowościami, wyposażonymi w równe prawa i obdarowanymi aprioryczną, domagającą się powszechnego respektu równością z innymi (czyli godnością), w samej filozofii zrobiło się w tym miejscu pusto – ten konkretno-abstrakcyjny model człowieka stracił w filozofii autorytet. Tymczasem cały dyskurs etyczny i polityczny, jaki toczy się w przestrzeni publicznej, w najlepsze posługuje się tą nowoczesną ideą człowieczeństwa, jak gdyby nigdy nic. Dotyczy to również kształtowania się stosunków między autorem książki a czytelnikami. Oto autor coś oferuje i proponuje, a każdy z czytelników korzysta z pełnego prawa do wyrobienia sobie własnego sądu – czy jest to słuszne, przydatne itd. W „epoce człowieka”, czy też „epoce godności” każdy jest panem lub panią, każdy jest w kręgu swych myśli suwerennym sędzią świata. Wynikają z tego rozliczne kłopoty, które będą nas cały czas trapić. Po pierwsze, z powodu zanurzenia w nowoczesność i nowoczesną ideę człowieka, bardzo trudno nam zrozumieć cokolwiek, co dociera do nas z dalszej niż wiek XIX czy XVIII przeszłości. Po drugie, nie mamy żadnej jasności co do tego, co miałoby w przestrzeni publicznej tę nowoczesną postawę zastąpić, a więc w jaki sposób mamy to niby rozumieć samych siebie, skoro nastąpiła już w filozofii „śmierć człowieka”, to znaczy zarzucono nowoczesną, liberalną antropologię. Po trzecie wreszcie, straciliśmy jasność co do tego, o co nam chodzi, gdy rozmawiamy o moralności. Dawniej bowiem było oczywiste dla każdego, że nie jest tym, kim być powinien i że wobec tego ma stać się kimś innym, kimś lepszym, również dzięki wychowawczemu wpływowi książek. W demokratyczno-liberalnym świecie oczywiste jest raczej coś przeciwnego – nikt nie ma prawa sugerować innym, że są nie tacy, jakimi być powinni, że nie powinni „być sobą”, a co najwyżej może im zaoferować, na przykład w postaci książki, pewne dodatkowe dobro, które mogą dobrowolnie przyjąć i zrobić z niego użytek wedle własnego uznania i dla własnej korzyści. Oto więc ja, jako autor, bardzo się staram coś dla Was zrobić, a Wy to ocenicie kupując moją książkę albo nie, czytając ją do końca w skupieniu bądź zarzucając jej lekturę po paru stronach. Tylko że tak nie da się rozmawiać o moralności! Nie można zakładać, że wszyscy są dobrzy, zasługują na szacunek i zrozumienie, a co najwyżej tylko czasami popełniają błędy (do których oczywiście „mają prawo”). Nie możemy, rozmawiając o etyce, zachowywać się jak sprzedawca w sklepie i klient albo jak dziennikarz telewizyjny i jego widz. Ale co w zamian? Otóż, niestety, nic określonego. Nie ukształtowało się jeszcze nic trzeciego, poza kulturą pouczania (wychowywania) i kulturą dogadzania i „okazywania zrozumienia” wszystkim i zawsze. Każda porządna książka o etyce musi się z tą trudnością zmierzyć, to znaczy wnieść jakiś wkład do poszukiwania nowej formy samorozumienia człowieka, a w tym nowej formy samorozumienia filozofa, etyka, autora książki, czytelnika i po prostu kogoś myślącego. Proszę wszystkich o współudział w tym niełatwym przedsięwzięciu. Niełatwym, bo jego początkiem jest rozstanie się z błogą oczywistością „bycia sobą”, z rzekomo dobrze ugruntowaną samotożsamością, której złudny miraż góruje jak niekwestionowany dogmat wiary nad całą kakofonią WSSM.

A jednak, mimo tego ścisłego przywierania naszej pospolitości etycznej do kultury XIX i XX wieku, istnieje pewna historyczna analogia dla WSSM. Stanowi nią starożytny hedonizm (od greckiego słowa hedone, oznaczającego dobre, przyjemne przeżycie), zwany inaczej epikureizmem – rzecz jasna od nazwiska Epikura, greckiego filozofa, żyjącego na przełomie IV i III wieku p.n.e. Jak myślał Epikur, niechaj opowie ten wierszyk nieznanego autora:

Epikur

Bądź sobą, z przyjaciółmi, z przyjaciółkami

Miłymi w Ogrodzie, wśród kwiatów i zagonów

Przed światem ukryty, wolny od trosk i ambicji

Nie królowi służ, lecz szczęściu własnemu

Roztropnie przyjemność wybierając, nie uciechę

W domu przyjaźń i serdeczność, nie w państwie

Co dobrym jest, gdy nikomu nie szkodzi. Przeto:

Daleko od zgiełku, w niezmąconym ducha spokoju

Chlebem, wodą żyj w czystości, w radości, z innymi

Jak przyjemnie! Nie chcieć wiele i niczego się nie bać

Ni bogów, co milionami międzygalaktyczne próżnie

W szczęściu wiecznym zamieszkują, na ludzi nie bacząc

Ni śmierci, której nie poczujesz, ni bólu, co krótki

Nie bój się! Pogódź się z naturą, boś w ciele u siebie

To ty: atomów związek, ciało duszy w zwierzęcej postaci

Mistrz Demokryt dawno to wyjaśnił, choć wrogowie

Rozsądku i szczęścia, ten Platon z Arystotelesem,

Okłamali nas i duchów mirażem zmamili

Nie tam, w zaświatach szczęście, lecz tutaj!

Raz się żyje i ciałem się żyje, więc żyjmy!

Bez strachu, mile i pogodnie – to sztuka

Król życia, boski Epikur, czci zaznał na wieki

Greków i Rzymian zastępy uczył życia miłego

I wiedzy o świecie, i poznania pewnego drogi

O naturze pisząc ksiąg trzydzieści i siedem,

Listów niemało i ogrodowe krzewiąc bractwa

Życie jest łatwe – gdy żyć już umiesz, więc ucz się!

Życiu dobremu, tu a nie „tam”, filozofia służy

Od strachu i namiętności mądrość błądzących wyzwala

Więc ucz się! O świecie i dobrym poznaniu

A prawda jest przed tobą: w zmyśle i zdrowym pojęciu

Bo co widać, to widać – gdzie tu dla błędu miejsce?

Zmysł cielesny cielesne ciał podobizny przyjmuje

Jakie są, takie są – prawdziwe, bo z atomów one

Ich wrażenie w zmysły – oczywistość przemożna

Oby mniemanie chwiejne blisko się jej trzymało

A słowa i pojęcia dość będą do prawdy podobne

By zjawiska ogarnąć bez trwogi i sądzić o nich odważnie

A czego zmysł nie sięga, o tym z podobieństwa wnosić

W nieskończonym pędzie przez próżnie nieskończone

Z góry na dół jak strzały mkną atomy niezliczone

Różne wielkością, kształtem i ciężarem

Minimalne istności, wieczyste, o minimum wolne

W swym ruchu – to w tę, to w tamtą odchylić się stronę

Zderzą się w końcu – światom dając początek

Wiele ich nieskończenie, ile możebność dopuści

Co być może, to i jest, gdzieś, w którymś ze światów

Co powstają i giną, jeden w drugim lub pomiędzy innymi

W bogactwie tym śmierć zwyciężona – tak się domyślamy

Boleśnie umierał Epikur, lecz mówił, że i w męce rozkosz

„Żegnajcie i pamiętajcie o moich uczynkach”

 

Szlachetni Grecy nic nie wiedzieli o przyrodzonej wolności i równości ludzi ani tym bardziej o przyrodzonej im godności, a przecież prawie wszystkie idee etyczne, jakimi aż do XIX wieku posługiwaliśmy się w świecie Zachodu, i które czciliśmy jako nieodparte i uniwersalne, pochodzą właśnie od tychże greckich filozofów, a zwłaszcza od Sokratesa, Platona, Arystotelesa, epikurejczyków i stoików. Różnili się oni znacznie pod względem swych poglądów etycznych, niemiej jednak w kilku punktach byli zgodni i prawdopodobnie zgodni też z powszechnymi poglądami greckich elit. Składają się one na coś, co można by nazwać starożytnym standardem etycznym bądź – nieco szerzej, jeśli dodamy do tego wątki teologiczne, które pojawiły się na przełomie starożytności i średniowiecza – klasycznym standardem etycznym (KSE). Głosi on mniej więcej coś takiego:

„Każdy człowiek dąży do szczęścia. Drogą do szczęścia jest rozumne postępowanie. Aby postępować rozumnie, trzeba wykształcić w sobie cnotę roztropności, która polega na umiejętności rozumnego podejmowania decyzji i kierowania sobą. Wszelkie dobro w człowieku poczyna się z rozumu i umiejętności kierowania sobą. Na przeszkodzie tej umiejętności stoją namiętności, a zwłaszcza lęk i nieumiarkowane przywiązanie do przyjemności. Przyjemności są dobre i ważne, ale trzeba korzystać z nich z umiarem, gdyż w przeciwnym razie obracają się w swoje przeciwieństwo. Każdy człowiek, stosownie do swojego stanu, nawet prostak, musi panować najpierw nad swoim ciałem, a następnie – w dostępnej dla niego mierze – nad swoim życiem. Wolni obywatele muszą też panować nad swoimi domostwami i swoimi ludźmi, czyli kobietami, dziećmi i niewolnikami. Panowanie nad sobą i swoimi sprawami to panowanie rozumu nad wolą i uczuciami. Kto panuje nad sobą, ten założył fundament cnoty. Aby jednak być w pełni szczęśliwym, trzeba nauczyć się działać rozumnie i ze spokojem w wielu różnych okolicznościach, w czasie wojny i w czasie pokoju. Trzeba wykształcić w sobie męstwo, odwagę, wytrwałość, a nade wszystko trzeba umieć odpłacać należnym dobrem za otrzymane dobro, a więc być sprawiedliwym. Kto jest roztropny, mężny i sprawiedliwy, komu ciało i namiętności nie mącą umysłu, ten znajduje się na drodze do szczęścia i jeśli Bóg zechce – będzie szczęśliwy. Największą przeszkodą w szczęściu jest dla człowieka on sam. Jeśli chce od życia więcej, niż może otrzymać, jeśli lęka się i zamartwia rzeczami, na które i tak nie ma wpływu, jeśli boi się śmierci, jeśli nie umie cieszyć się życiem i tym, co los mu zdarza, to z własnej winy nigdy nie będzie szczęśliwy i nigdy nie zdobędzie sławy człowieka sprawiedliwego i mądrego. Cnota i mądrość nie przychodzą same – trzeba się ich uczyć od małego, hartować i pielęgnować. Służy temu wychowanie domowe, gimnazjum, służba wojskowa oraz służba publiczna. Bez dobrego państwa nie ma dobrych i szczęśliwych obywateli – i odwrotnie. Nie można jednakże zbudować w sobie pięknego charakteru i niezawodnej, mocnej cnoty, jeśli nie ma się wokół siebie również przyjaciół, którzy swym przykładem i radą dodają nam siły do tego, by przezwyciężać własne słabości i stawać się doskonalszymi ludźmi.”

Niechaj każdy sobie teraz porówna obie te rekonstrukcje – owo WSSM i ów KSE. Przeszliśmy kawał drogi z Aten do…, powiedzmy, Nowego Jorku. Po drodze mieliśmy wszak bardzo długi postój, a mianowicie umysłowość średniowiecza i jej naprawdę osobliwy i bardzo trudny do zrozumienia dla współczesnego człowieka „standard etyczny”. Ale do niego wrócimy później. Obecnie, aby nie było wątpliwości, czym zajmuje się etyka, a więc i czym zajmujemy się w tej książce, przejdziemy do nakreślenia problematyki etyki jako nauki o moralności czy raczej teorii moralności, rzucając je na szersze tło pytań o fundamentalne wartości życia.

Pytania etyczne, pytania etyki

Żeby zorientować się w charakterze jakiejś dziedziny poznania, najlepiej zapoznać się z pytaniami, jakie stawiane są na jej gruncie. Jakie więc pytania stawia etyka? Zanim sformułujemy taką listę pytań, powinienem jeszcze coś wyjaśnić.

Otóż dorobek historyczny etyki jest dwojaki. Z jednej strony są to teksty, niekoniecznie zawierające słowo „etyka”, w których filozofowie rozważają kwestie istoty i wartości egzystencji ludzkiej, powołania i powinności człowieka, dobra i zła w życiu jednostki, społeczeństwa i w historii. Z drugie strony, już od czasów Arystotelesa istnieje „etyka” w ścisłym znaczeniu, czyli systematyczna teoria dobra i zła w ludzkim postępowaniu, cnót i wad, obowiązków moralnych itd. W XX wieku ta nominalna etyka stała się w dużej mierze tzw. metaetyką, oddając się rozważaniu kwestii metaprzedmiotowych, takich jak status poznawczy ocen moralnych, możliwość uzasadniania przekonań moralnych czy też kryteria rozstrzygania dylematów moralnych i oceniania wartości całych teorii etycznych. W głównym nurcie etyki właściwej, to znaczy pism identyfikujących się jako przynależne do dziedziny etyki, znajduje się wszelako bardzo wiele rozważań o wartościach życia, bardzo podobnych do tego, co znajdujemy w niezliczonych tekstach filozoficznych (i nie tylko filozoficznych), gdzie słowo „etyka” wcale się nie pojawia. Można powiedzieć, że etyka właściwa przeplata się z całą tradycją filozoficznych rozważań o życiu i dopiero razem tworzą pełną tradycję etycznej refleksji i mądrości. W uproszczeniu można to sobie przedstawić jako piramidę, gdzie u spodu mamy fundamentalne teksty kultury, jak Biblia albo dialogi Platona, wyżej pisma rozmaitych filozofów-moralistów, rozważających sens i wartość ludzkiego życia, następnie podręczniki i traktaty etyczne, a na samej górze współczesne artykuły z zakresu metaetyki. Naszym zadaniem jest dotarcie do czubka piramidy, tak aby móc zobaczyć cały jej zarys. Dlatego pytania etyczne rekonstruować będziemy od samego spodu, posuwając się coraz wyżej, ku akademickiej etyce i metaetyce. Jak zauważymy, pytania te, poza tym, że albo bardziej dotyczą życia, albo problematyki sądów moralnych i ich uzasadniania, generalnie przynależą do dwóch typów. Pytanie pierwszego typu wzywają nas do sformułowania jakichś wzorców osobowych człowieka etycznie szlachetnego lub też domagają się porad, jak należy prowadzić swe życie i sprawy. Pytania drugiego typu odnoszą się do powinności, czyli obowiązków, zwłaszcza zaś do tego, jakie działania są słuszne (dopuszczalne bądź nakazane), a jakie naganne. Rzecz jasna, oba typy przeplatają się ze sobą, niemniej jednak teorie etyczne mają to do siebie, że albo stawiają akcent na samym człowieku, to znaczy jego charakterze, zaletach i wadach, albo skupiają się na działaniu i poszczególnych czynach, starając się uchwycić istotę dobra i zła moralnego, powinności moralnej, winy i zasługi jako kwalifikacji przypisanych nie tyle do człowieka, co do jego postępków.

I. Pytania o dobre życie

1. Jak żyć chwalebnie?

2. Czym jest zło i skąd się ono bierze w świecie?

3. Na czym polega szczęście i jak być szczęśliwym?

4. Na czym polega dobry charakter i jak go kształtować?

5. Jak osiągnąć cnotę i dobrą sławę?

6. Czy cnota jest rodzajem mądrości?

7. Czy jest jedna cnota, czy wiele? Jeśli wiele, to jakie?

8. Czy można nauczyć się cnoty, tak jak przyswaja się wiedzę?

9. Czy istnieje wrodzona wiedza o dobru i złu bądź jakiś zmysł albo poczucie dobra i zła?

10. Jakie są powinności nakazane wszystkim ludziom?

11. Co przystoi ludziom różnego stanu i kondycji: władcy, szlachcicowi, rycerzowi, rzemieślnikowi, osobie duchownej, kobiecie, dziecku?

12. Co to znaczy postępować sprawiedliwie?

13. Kiedy słuszna jest zemsta, a kiedy przebaczenie?

14. Jakie są powinności człowieka (męża sprawiedliwego) względem jego rodziny, przyjaciół, ojczyzny?

15. Jak być dobrym obywatelem (poddanym, panem)?

16. Czy śmierć jest zawsze złem i czy należy unikać jej zawsze i za wszelką cenę?

17. Czy przyjemności i cierpienia cielesne są przeszkodą na drodze do doskonałości moralnej (cnoty) i szczęścia?

18. Czy chwalebne i pobożne życie prowadzi do zbawienia?

19. Czy człowiek ponosi zasługę czyniąc dobro, czy też czyni dobro zawsze dzięki Bogu (bogom)?

20. Czym jest miłość, honor, wierność?

21. Na czym polega świętość?

Większość z tych pytań straciła na aktualności, mimo że to właśnie wokół nich koncentrowała się myśl etyczna nie tylko europejskiej czy śródziemnomorskiej kultury, począwszy od zamierzchłej starożytności, aż po pierwsze stulecia epoki nowoczesnej, czyli wiek XVI i XVII. Anachronizm tych wszystkich szacownych pytań wynika z fundamentalnych założeń, które organizowały tradycyjną (przednowoczesną) kulturę i wszelkie dyskursy etyczne. Najważniejsze z tych założeń polega na nieodwołalnym przypisaniu człowieka do pewnej kondycji, z którą przyszedł na świat, a tym samym do pewnego miejsca w hierarchii społecznej. Rodzisz się mężczyzną albo kobietą, wolnym albo niewolnikiem, szlachcicem albo chłopem i od tej kondycji zależą twoje powinności. Drugie istotne założenie to nakaz kierowany do każdego (a zwłaszcza młodego) człowieka, iż powinien wciąż zmieniać się na lepsze, gdyż nie jest wystarczająco dobry. Tym samym uważano, że droga do cnoty zaczyna się od niezadowolenia z siebie i pragnienia doskonałości. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że oba te założenia wyznaczają konstrukcję najsilniejszego nurtu klasycznej etyki, czyli eudajmonizmu – etyki nakazującej każdemu kształtowanie cnót (zalet) charakteru jako warunku osobistego szczęścia i duchowego szlachectwa (eudajmonii, czyli „dobrego ducha” – stąd nazwa „eudajmonizm”) oraz szczęśliwego życia wspólnoty (państwa). Tymczasem w świecie nowoczesnym nad wszystkim góruje etyczna idea równości, podająca w wątpliwość społeczne hierarchie, zwłaszcza te wynikające z urodzenia, jak również podważająca bezwarunkowe wezwanie do doskonalenia się. Jeśli bowiem jedni mieliby osiągać większą doskonałość niż inni, to nakaz powszechnego respektu dla równości ludzi (a więc i równego szacunku dla każdego człowieka) mógłby zostać podważony. Eudajmonistyczny apel do samodoskonalenia się ma wydźwięk elitarystyczny, przez co kultura liberalna traktuje go z dużą rezerwą, najchętniej przekształcając go w bardziej egalitarny imperatyw osobistego rozwoju i samorealizacji. Tak zreformowany eudajmonizm traci wszelako swoją etyczną istotę, gdyż w tradycyjnym społeczeństwie moralistyka służy temu, aby każdy przestał nareszcie być sobą, czyli takim, jakim jest, lecz stał się naprawdę kimś innym, lepszym. Nakaz samorealizacji ma natomiast wydźwięk odwrotny – tu każdy afirmowany jest właśnie takim, jakim jest, jakkolwiek proponuje mu się zdobywanie rozmaitych umiejętności (odpowiednik dawnych „cnót”) i doświadczeń, aby życie stało się pełniejsze i bardziej satysfakcjonujące. Można powiedzieć, że WSSM jest syntezą wątku eudajmonistycznego (samorealizacja) i hedonistycznego (afirmacja własnej osoby i nastawienie na przeżywanie satysfakcjonujących doświadczeń). Jeśli w eudajmonizmie, jako etyce porządkującej i uzasadniającej KSE, akcent pada na kreowanie na fundamencie własnego życia i posiadanych zalążków cnót pewnego ideału osobowego, a więc wzbogacanie wspólnoty własną znakomitością (męstwem, świętością – zależnie od wersji), to w hedonizmie (o ile nie mamy do czynienia z jakąś cyniczną bądź skrajnie egoistyczną jego wersją) akcent położony jest na przyjaźń i współpracę, co w języku WSSM określa się jako empatię i pomaganie innym.

Wprawdzie nie cała etyka tradycyjna – podbudowująca KSE, wraz z jego teocentrycznym wariantem z czasów średniowiecza – była ściśle biorąc eudajmonistyczna, niemniej jednak każdy system etyczny odwoływał się do kilku podstawowych zasad, które najpełniej i najkonsekwentniej realizuje tradycja etyki eudajmonistycznej Arystotelesa i jego chrześcijańskich następców. Te zasady (możemy je nazwać klasycznymi) są następujące:

- każdy człowiek powinien dążyć do szczęścia;

- szczęście polega na cnocie (cnotach);

- cnoty nie można oddzielić od rozumu (roztropności);

- dobry (sprawiedliwy) człowiek kieruje się głównie rozumem, a nie uczuciami;

- we wszystkim trzeba zachować umiar (stosowną miarę), który dyktuje rozum;

- namiętności, takie jak lęk i pożądanie, muszą znajdować się pod ścisłą kontrolą rozumu;

- rzeczy dobre (godne pożądania) są różnej wartości, podobnie jak złe; najwyższym dobrem jest mądrość i cnota, a ich przeciwieństwo jest największym złem;

- dobry człowiek podoba się Bogu (bogom) a jego szlachetność i dobroć są znakiem jego wyróżnienia przez Boga (bogów);

- porządek świata i społeczeństwa ustanowił Bóg (bogowie) i nie wolno go naruszać;

- wszystkim rzeczom przypisany (przyrodzony) jest pewien cel (przeznaczenie, natura) – odrzucanie go jest zawsze złe i daremne.

W czasach nowożytnych wszystko to uległo najpierw rozmyciu, a następnie podważeniu, w związku z czym pojawił się rozdźwięk między instytucjami religijnymi, na czele z Kościołem katolickim, strzegącymi KSE, choć nadającymi mu teologiczną oprawę, a sferą świecką i jej intelektualnymi liderami. Etyka weszła w nową fazę i zaczęła stawiać innego rodzaju pytania. Wprawdzie były one znane już wcześniej, lecz traktowano je marginalnie. Teraz wybiły się na czoło. Nastąpił proces, którego nie waham się nazwać rewolucją etyczną, pomimo że trwa całe stulecia. Wszak proces budowania KSE też był długotrwały, bo pradawna wyobraźnia plemienna, oparta na lęku przed naruszeniem licznych tabu, stawiała bardziej wyrafinowanej etyczności greckich filozofów i pisarzy skuteczny opór.

Nowożytne elity zdobyły się na coś prawie nieznanego w dawnych epokach, a mianowicie poczucie osobistej autonomii każdej jednostki, w konsekwencji zaś przekonanie o prawie każdego z osobna człowieka do samostanowienia. Ten duch indywidualizmu i emancypacji rozwijał się powoli (do dziś jeszcze rozwój ten w wielu społeczeństwach się nie zakończył), znajdując dla siebie intelektualną manifestację (a jednocześnie oparcie) w bardziej indywidualistycznej etyce i bardziej liberalnej teorii politycznej. Jeśli dawna etyka, skupiona na zaletach charakteru i wzorcach osobowych, przyświecających publicznemu i prywatnemu wychowaniu, służyła dobrze społeczeństwu patriarchalnemu i hierarchicznemu, ta nowa, indywidualistyczna etyka, czyniąca każdego z osobna podmiotem pewnych praw (osobistych i publicznych), lecz również wolnym sprawcą działań, za które ponosi osobistą odpowiedzialność przed samym sobą i wspólnotą, stała się oparciem dla stosunków właściwych społeczeństwu bardziej egalitarnemu i demokratycznemu. W takim społeczeństwie pojawia się tzw. nowoczesny podmiot moralny – jednostka wyposażona w niezbywalne prawa, gwarantowane konstytucyjnie, jednostka równa wszystkim innym i na równi z innymi zasługująca na szacunek. Taka jednostka zdaje sprawę wspólnocie nie tyle z tego, kim jest, lecz z tego, co w sposób wolny i świadomy uczyniła (ew. czego zaniechała). Liczy się przeto przede wszystkim jej czyn, który podlega ocenie prawnej i moralnej, natomiast to, kim jest, jaki ma charakter, jakie cnoty i wady, staje się sprawą drugorzędną, jeśli nie wręcz „sprawą prywatną”. Stąd właśnie wynika daleko idąca reorientacja problematyki etycznej w kierunku oceny konkretnych działań (czynów, postępków), a tym samym wyjaśnienia podłoża ludzkiego postępowania oraz rozstrzygnięcia kwestii racjonalnych i sprawiedliwych kryteriów formułowania moralnych ocen. Krótko mówiąc przeszliśmy drogę od pytania „jaki powinienem być?” do pytania „jak powinienem postępować?”.

 

II. Pytania o dobre działanie:

1. Co sprawia, że dany czyn jest dobry (sprawiedliwy) bądź zły (niesprawiedliwy)?

2. Czy człowiek (natura ludzka) jest raczej dobry, czy też raczej zły?

3. Czy istnieje postęp moralny ludzkości?

4. Czy można być winnym, nikogo nie krzywdząc?

5. Czy dobre intencje usprawiedliwiają moralnie każde działanie?

6. Czy korzystne (pożyteczne) skutki naszych czynów sprawiają, że stają się one dobre?

7. Czy ponosimy odpowiedzialność za zło, którego nie jesteśmy sprawcami?

8. Czy stronniczość (np. wobec bliskich) stoi w sprzeczności ze sprawiedliwością?

9. Czy można ufać niewierzącym w Boga (względnie wyznawcom innej niż nasza religii)?

10. Skąd w ogóle bierze się powinność (obowiązek)?

11. Czym jest wolna wola oraz dobra wola?

12. Dlaczego w ogóle mam postępować etycznie?

13. Czy moralność istnieje (i obowiązuje), czy jest tylko wynalazkiem albo złudzeniem?

14. Co jest prawdziwym motywem naszych wyborów i postępowania?

15. Jaka jest rola uczuć, a jaka rozumu w działaniu?

16. Co jest ważniejsze – dobre serce czy trzymanie się zasad?

17. Czy zasady moralne są stałe, czy zmienne?

18. Czy wszyscy ludzie postępują egoistycznie i czy egoizm jest zawsze zły?

19. Czy istnieją i jakie są powszechnie obowiązujące normy moralne?

20. Czy istnieją specyficzne „wartości moralne” i jaka jest ich struktura (hierarchia)?

21. Czy możliwy jest powszechny kodeks prawa moralnego?

22. Jaki jest stosunek powinności moralnej do powinności wynikającej z obyczaju i prawa?

23. Czy wszyscy ludzie mają jakieś niezbywalne prawa i jakie są to prawa?

24. Czy wszyscy ludzie są równi i co to właściwie znaczy?

25. Jakie są granice wolności jednostki i jak pogodzić ład społeczny z wolnością?

26. Kiedy wolno stosować przemoc, a kiedy nie?

 

Wokół takich kwestii krążyła refleksja etyczna w wieku XVIII i XIX, a w dużej mierze jeszcze w wieku XX. Jak już wspomniałem, zmiana kształtu problematyki etycznej pozostawała w ścisłym związku z wielką rewolucją moralną, która dokonała się w tym samym czasie, a która doprowadziła do świata, jaki znamy: negującego niewolnictwo, przywileje z urodzenia oraz przemoc jako zwykły sposób rozwiązywania konfliktów. Wielkie spory etyczne ogniskowały się wokół eudajmonizmu i możliwości jego przezwyciężenia za pomocą etyki opartej na kategorii użyteczności działania (utylitaryzm) bądź jakiejś teorii, która nie nastawia się w ogóle na normowanie i oceniania ludzkich działań, lecz opisuje je w kategoriach pozamoralnych (psychologicznych, socjologicznych, biologicznych). Druga połowa XX wieku należy już jednak do metaetyki, a więc refleksji biorącej sobie za przedmiot samą myśl etyczną i jej perspektywy – zrodziła się ona w XVIII wieku (David Hume) i z czasem zdominowała etykę akademicką. Równolegle zaś nastąpił burzliwy rozwój etyki szczegółowej czy też „dziedzinowej”, a w tym również etyk zawodowych. I tak mamy dziś etykę medyczną (bioetykę), etykę środowiskową (relacji człowieka z przyrodą), etykę adwokacką, etykę biznesu i wiele innych tego rodzaju. Problematyka metaetyczna, typowa dla etyki współczesnej (nie licząc zagadnień szczegółowych, do których jeszcze powrócimy), przedstawia się następująco.

III. Pytania o etykę

1. Czy etyka coś poznaje, a jeśli tak, to co jest jej przedmiotem?

2. Czy powinność moralna jest czymś swoistym i nieredukowalnym do wymogów porządku społecznego (badanego przez socjologię), uwarunkowań psychologicznych współżycia społecznego (domena psychologii), wyposażenia genetycznego i instynktów (socjobiologia), czy też sfera moralna to właśnie jeden z obszarów zjawisk społecznych, który powinien być badany metodami nauki? Innymi słowy: czy jest możliwa i potrzebna jakaś „etyka autonomiczna”, badająca „moralność”, czy też należy w jej miejsce uprawiać nauki w rodzaju socjologii i psychologii moralności, etologii (nauki o zachowaniu się), socjobiologii czy neuronauki?

3. W jaki sposób można uzasadniać postulaty i oceny moralne, skoro z twierdzeń o tym, jak jest (o faktach) logicznie nie wynikają zdania mówiące o tym, jak być powinno?

4. W jaki sposób można argumentować na rzecz przekonań moralnych i dyskutować o nich racjonalnie?

5. Czy emocje i silne poczucie słuszności bądź niesłuszności moralnej („głos sumienia”) mogą odgrywać rolę w formułowaniu przekonań moralnych i podejmowaniu odpowiedzialnych decyzji?

6. Co przesądza o kształtowaniu się publicznie obowiązujących przekonań moralnych, skąd wypływa ich trwałość i autorytet, a co sprawia, że się jednak zmieniają? Jak się ma apodyktyczność norm, postulatów, ocen i – ogólnie – przekonań moralnych do ich historycznej zmienności?

7. Czy przekonania moralne podlegają ocenie moralnej, a jeśli tak, to na jakiej podstawie?

8. Czy możliwa jest apodyktyczna ocena cudzego postępowania bądź uczynku, skoro ani wszystkie okoliczności, ani wszystkie motywy, ani tym bardziej całościowa sytuacja sprawcy nie mogą być nam znane?

9. Czy teorie etyczne można uzasadniać i w jaki sposób?

10. Czy teorie etyczne podlegają ocenie moralnej, jako promujące pewne przekonania moralne (na abstrakcyjnym poziomie), i ewentualnie z jakiego punktu widzenia można by taką ocenę przeprowadzić? Wedle jakich kryteriów mamy rozsądzać pomiędzy poszczególnymi teoriami etycznymi?

Jak widać, etyka weszła na poziom najwyższej abstrakcji, a stawką rozstrzygnięć tych metaetycznych (a nawet meta-metaetycznych) zagadnień jest to, czy w ogóle ma sens mieszanie rozumu i argumentacji do takich aktów moralnych, jak chwalenie i potępianie kogoś za jakiś czyn albo postawę. Życie moralne polega bowiem na tym, że działamy i komentujemy działanie. Komentujemy aprobatywnie lub krytycznie, nagradzając szacunkiem i uznaniem albo karząc potępieniem, które winowajcę zawstydza (jeśli nie jest bezwstydny!) i hańbi. Ale czy możemy to uzasadniać? Czy jest sens robić z tego teorię? Słabości poszczególnych teorii etycznych (a każda ma takie słabości!) sprawiają, że etycy odczuwają skłonność ku sceptycyzmowi etycznemu, a więc ku niewierze w możliwość rzetelnego racjonalnego uzasadniania przekonań moralnych (ocen, postulatów, norm). Popularnie, choć bardzo nieprecyzyjnie, nazywa się taki sceptycyzm relatywizmem moralnym, a w skrajnej postaci amoralizmem bądź nihilizmem. Słowa te mają wprawdzie swoje ściślejsze znaczenia w etyce, ale ich popularne zastosowanie dobrze oddaje pewien niepokój. Skoro etycy, niczym współcześni sofiści, wszystko zdezawuują, to co będzie z moralnością publiczną? Otóż, na szczęście, twierdzenie, że przekonania moralne są arbitralne, nie musi oznaczać, że odmawia się im obowiązywania. Etyk nie musi być żadnym amoralistą, nawet będąc sceptykiem! Inna rzecz, że wyjaśnić, dlaczego mamy podporządkowywać się normom moralnym, których nie potrafimy dobrze uzasadnić (bo może wcale nie podlegają uzasadnieniu i są raczej rozkazami niż opiniami), wcale nie jest łatwo. Tak czy inaczej, etyk jest kimś, kto wzywa do krytycznej refleksji nad podstawami obowiązywania norm, w miejsce bezkrytycznego wobec nich posłuszeństwa. Etyk nie może być dogmatykiem ani uprawiać propagandy moralnej (moralistyki), bo przecież z natury rzeczy jego zadaniem jako filozofa jest uprawiać wolną i racjonalną refleksję. Tym samym, to właśnie etyk rozpoznaje słabości i granice argumentacji moralnej, narażając się na konflikt ze społecznymi rutynami etycznymi, a więc typowymi pochwałami i potępieniami, wraz z towarzyszącymi im uzasadnieniami bądź, szerzej, dyskursami. Wskazując na ich słabości, etyk zakłóca owe rutyny i może zostać za to ukarany. Jeśli jednak bierze swoje zadanie na poważnie, musi być na to gotowy. Etyka z natury rzeczy jest nonkonformistyczna. I taki właśnie był jej ojciec-założyciel – Sokrates. Obok wspomnianej już wyżej cnoty intelektualnej uczciwości, nonkonformizm jest drugą specjalną cnotą, zdobiącą osobę etyka.

Stawka, o którą gramy, jest bardzo wysoka. Wszak każdy z nas aspiruje do tego, żeby nie tylko oceniać swoje i cudze postępki, lecz żeby również te oceny jakoś uzasadniać i dochodzić do niech na drodze bardziej racjonalnej, niż prosta emocja awersji albo upodobania (aprobaty, podziwu), którą odczuwamy w związku z takim czy innym działaniem. A już w szczególny sposób do tej dozy racjonalności aspirują twórcy prawa i sędziowie. Tymczasem popularne dyskursy moralne zwykle mają charakter dość konwencjonalny, są mało spójne, mieszają ze sobą elementy różnych koncepcji etycznych (bo takowe mimo wszystko do szerszych kręgów społeczeństwo docierają) i w sposób paradoksalny bywają wadliwe etycznie, na przykład egoistyczne. Chcielibyśmy, aby życie moralne było możliwie racjonalne, a etyka była jego przedłużeniem oraz rezerwuarem stosownych pojęć i argumentów. Niestety, jeśli nawet tak się dzieje, to w skromnej mierze. Generalnie, to wszystko, co mówimy, gdy działamy, usprawiedliwiając dane działanie lub wręcz odwrotnie, zdaje się mieć drugorzędne znaczenie dla naszych decyzji. Nie znaczy to jeszcze, że rozum w ogóle nie ma tu nic do roboty. Może jednak pracuje mniej jawnie, nie na poziomie deliberatywnym (jawnej argumentacji, którą z całą świadomością przyjmujemy), lecz raczej na poziomie pewnego zbiorowego doświadczenia intelektualnego, którego wypadkową są takie bądź inne rutyny moralne oraz towarzyszące im standardy dyskursywne, takie jak WSSM.

Istnieje jednak taka sfera, w której ludzie bardzo wiele obiecywali sobie po rozstrzygnięciach racjonalnych w sferze moralnej. Już od starożytności bowiem filozofowie, a wraz z nimi ich studenci i w ogóle ludzie intelektualnie rozbudzeni, lubowali się w zagadkach moralnych, najczęściej przybierających postać dylematu (czy postąpić tak, czy odwrotnie?). Sam Platon uwielbiał dylematy moralne i eksperymenty myślowe w dziedzinie moralnej. W Państwie pyta nas, czy gdybyśmy mieli pierścień Gygesa, zapewniający niewidzialność, to mimo to powstrzymalibyśmy się od szpetnych uczynków? Inaczej mówiąc, czy możliwa jest moralność bez sankcji, bez realnego zagrożenia karą? Może strach przed karą jest niezbędny jako podpora dobrego prowadzenia się, nawet u najszlachetniejszych?

Dylematy i rozważania wokół eksperymentów myślowych są tak stare, jak etyka i stanowią nawet – w bardziej usystematyzowanej formie – jeden z nurtów etyki. Niektórzy etycy uważają bowiem, że etykę należy uprawiać jako pewnego rodzaju kazuistykę, czyli wychodząc od przypadku, a nie zasady i koncentrując się na realiach życia, a nie abstrakcjach. Najczęściej rozważane są dylematy i eksperymentalne kazusy, w których dochodzi do jakiegoś konfliktu dóbr czy względów, których nie można zaspokoić jednocześnie albo w których zmuszeni jesteśmy ponieść jakąś stratę bądź winę, wybrać tzw. mniejsze zło, jakkolwiek nie bardzo wiemy, które jest mniejsze. W grę wchodzą najżywotniejsze interesy: zachowanie życia, własność, dobre imię. Dokonując rekapitulacji pytań etyki, nie można pominąć tego rodzaju dyskusji. Ich wyniki zwykle nie są rozstrzygające, lecz samo rozważanie dramatycznych sytuacji moralnych uczy nas wrażliwości moralnej i krytycyzmu etycznego, a nade wszystko uczy nas tego, że życie moralne zaczyna się wtedy, gdy ogarniają nas wątpliwości, rozterki i poczucie winy, gaśnie zaś wtedy, gdy wątpliwości znikają a sumienia są czyste. Moralność nie jest domeną bogów ani pyszałków, wiedzących zawsze, co jest słuszne, a co nie. Oto typowe przykłady szczegółowych i jakże ważkich problemów moralnych:

IV. Pytania o słuszne wybory:

1. Czy można usprawiedliwić zabijanie i kiedy? Obrona konieczna? Wojna? Kara śmierci? Zabójstwo z litości?

2. Czy zawsze trzeba mówić prawdę (tak, jak jest), czy też czasem należy prawdę zataić bądź skłamać, w imię wyższych celów?

3. Czy ratować życie najbliższych, czy robić to, co należy, aby uratować jak największą liczbę osób?

4. Czy jest sprawiedliwe wyróżniać i chronić bliskich i przyjaciół, a więc być po ich stronie nawet wtedy, gdy nie mają racji lub dopuszczają się występku?

5. Jak daleko sięgają granice lojalności i posłuszeństwa rodzicom, przełożonym, władzy?

6. Czy miłość może usprawiedliwić zdradę?

7. Jakie są granice chwalebnego poświęcenia dla innych, zważywszy, że mamy obowiązki również wobec samych siebie?

8. Czy wolno nam winić i karać osoby, które dopuściły się zła, gdyż same były źle traktowane?

9. Czy mamy obowiązek dzielić się z ubogimi tym, co mamy, i do jakiego stopnia?

10. Czy broniąc czci własnej bądź innej osoby, wolno narażać na szkody inne osoby, na przykład swoich bliskich?

11. Czy należy bronić słabszych, czy tych, co mają rację, nawet jeśli są silniejsi?

12. Czy należy donosić władzom o wiadomych sobie przestępstwach i występkach?

13. Czy wolno przywłaszczyć znalezione przedmioty, mimo, że szanse, iż wrócą do rąk właściciela są nikłe?

14. Jak wyznaczyć granice godziwego z zysku z pożyczki, z cudzej pracy, ze sprzedaży?

15. Jak dalece przez szacunek dla innych ludzi powinniśmy tolerować naruszanie przez niektórych ludzi dobrych obyczajów i ustalonych zasad współżycia?

16. W jakiej mierze odpowiadamy z dobrostan przyrody i czy powinniśmy chronić zwierzęta nawet kosztem naszych, ludzkich, interesów?

17. W jakiej mierze odpowiadamy za przyszłe pokolenia i czy powinniśmy działać w ich interesie nawet kosztem własnych szkód?

18. Na czym polega sprawiedliwość społeczna i jak wyważyć pomiędzy indywidualnym prawem do zachowania własności a obowiązkami jednostki wobec całej wspólnoty?

19. Jak pogodzić prawo jednostki do swobodnego określania i manifestowania swojej tożsamości z prawem danej wspólnoty do zachowania tradycyjnej obyczajowości, łącznie z jej nietolerancyjnymi, a nawet opresyjnymi rysami?

20. Jak pogodzić poszanowanie dla suwerenności obcego państwa z obowiązkiem niesienia pomocy uciśnionym i prześladowanym mieszkańcom kraju rządzonego przez totalitarny reżim?

21. Czy można usprawiedliwić interwencję wojskową w obcym państwie?

Większość współczesnej literatury etycznej dotyczy zagadnień metaetycznych bądź też tradycyjnych dylematów moralnych, a więc spraw takich, jak kłamstwo i prawdomówność, lojalność i zdrada, cześć i hańba, bądź też dylematów całkiem nietradycyjnych, bo związanych z rewolucją etyczną epoki nowoczesnej: sprawiedliwości społecznej, odpowiedzialności za przyszłe pokolenia, wojny sprawiedliwej, praw zwierząt. Na metaetyce i szeroko rozumianej kazuistyce debata etyczna wcale się jednak nie kończy. Toczy się ona, z większym lub mniejszym powodzeniem, w ściślejszym bądź luźniejszym związku z wykształceniem etycznym, na gruncie rozmaitych zawodów i obszarów działalności publicznej. Poszczególne środowiska zawodowe, na przykład medyczne, adwokackie czy dziennikarskie, zastanawiają się na tym, co wolno, a czego nie wolno, co jest dobrą, a co złą praktyką, nie zapominając przy tym o podtrzymywaniu etosu zawodowego i specyficznej dla danej grupy zawodowej „retoryki godnościowej”, mającej chronić jej prestiż i dobre imię. Pogodzenie ze sobą tych dwóch, nieco rozbieżnych intencji, czyli względów moralnie bezinteresownych z potrzebami środowiska zawodowego, nie zawsze jest możliwe, niemniej jednak środowiska te podejmują wysiłki, aby w sposób spójny i zwięzły unormować swoją działalność na poziomie moralnym. Służą temu rozmaite kodeksy etyczne i rekomendacje dobrych praktyk w najrozmaitszych zakresach działalności, ustalające tzw. standardy etyczne. Wprawdzie wytwarzaniu tych dokumentów nieraz przyświeca dwuznaczny zamiar zagwarantowania użytkownikom poprawności etycznej (a więc i swego rodzaju bezpieczeństwa) poprzez stosowanie się do prostego zestawu reguł, niemniej jednak bez wątpienia świadomość moralna i kultura etyczna współczesnych lekarzy, adwokatów, biznesmenów i innych środowisk bardzo wzrosła ostatnimi czasy, a wiele haniebnych praktyk, których nawet nie kwestionowano przed stu laty, dziś spotyka się ze zdecydowaną repulsją moralną i prawną. Tak jest na przykład z brutalnym wyzyskiem kapitalistycznym, narażaniem na szwank osób biorących udział w eksperymentach medycznych. Wielkie pytanie doby Oświecenia: czy ludzkość podąża drogą postępu moralnego znalazło przynajmniej częściową odpowiedź. Na pewno taki postęp istnieje w wielkiej skali. Czy w skali całej ludzkości? Tego nie mamy jeszcze prawa rozstrzygać.

Szczegółowe kwestie związane z praktyką poszczególnych grup zawodowych, a zwłaszcza etyczne kwestie, z którymi mierzą się twórcy prawa i politycy są tak liczne, że nie ma sensu robienie ich wykazu. Zająłby wiele stron. Będziemy wszelako o nich pamiętać, przywołując takie bądź inne przykłady. Obecnie, gdy wiemy już z grubsza, czym się zajmuje etyka i na czym polega osobliwość tej dziedziny filozofii, podejmijmy wyzwanie rzucone przez kogoś, kto za nic ma swoje moralne zobowiązania.

 

A niby dlaczego mam postępować etycznie?

Skoro każdy jest wolnym człowiekiem i ma prawo do własnego zdania oraz prawo do życia wedle własnych przekonań, to tym samym każdy, kto jest przekonany, że moralność jest tylko opresyjnym wymysłem, ma prawo ją odrzucać i żyć „po swojemu”, bez ograniczeń natury etycznej. O ile odrzucenie moralności zwykle obywa się bez argumentów, to taki hipotetyczny argument jest gody uwagi, gdyż – paradoksalnie – sam powołuje się na względy moralne.

jot@ka